Fandom

HistorioPedia

Prześladowanie Polaków przez władzę w Węgierskiej Republice Ludowej

1265stron na
tej wiki
Dodaj nową stronę
Dyskusja0 Udostępnij
Parasztok.jpg

Przedwojenne węgierskie wydanie „Chłopów” Reymonta

Kislovag.jpg

Pan Wołodyjowski” Sienkiewicza po węgiersku

Prus Boleslaw A farao 2 128089.jpg

Faraon” Prusa po węgiersku

TN6 1111007308866.jpg

Książka Tadeusza Różewicza „Wycieczka do muzeum” po węgiersku

Parandowski Jan Olimpia tuze 113216.jpg

Książka Parandowskiego „Dysk olimpijski” po węgiersku

KAPU$C~2.jpg

Książka R.Kapuścińskiego „Cesarz - Szachinszach” po węgiersku

MAFILM-SzalakivalKiküld.jpg

Zaświadczenie MAFILM-u o tym, że Roland Antoniewicz jest II reżyserem filmu „Kojak w Budapeszcie

Csapláros-Antoniewicz-JóbarátokGörbeTükörben.jpg

Wydana po węgiersku książka Zdzisława Antoniewicza i Istvána Csaplárosa - nazwisko Antoniewicza opuszczono...

MAFILM-ÚtközbenKiküld11.jpg

Zaświadczenie MAFILM-u o tym, że Roland Antoniewicz jest II reżyserem filmu „Po drodze”

Rozbitkowie na Węgrzech.jpg

Książki Zdzisława AntoniewiczaRozbitkowie na Węgrzech” węgierska komuna ...nie wydała!

Solidarność@Roland.jpg

Solidarnościowa ulotka Rolanda Antoniewicza powstała pod natchnieniem Grácji Kerényi — węgierska bezpieka nie znalazła autora!

LengyelKiadók02.jpg

Roland Antoniewicz zaciekle walczył o wydanie w WRL kilkuset polskich książek - bez skutku...

LengyelKiadók01.jpg

Roland Antoniewicz zaciekle walczył o wydanie w WRL kilkuset polskich książek - bez skutku...

LengyelKiadók03.jpg

Roland Antoniewicz zaciekle walczył o wydanie w WRL kilkuset polskich książek - bez skutku...

LengyelKiadók04.jpg

Roland Antoniewicz zaciekle walczył o wydanie w WRL kilkuset polskich książek - bez skutku...

LengyelKiadók05.jpg

Roland Antoniewicz zaciekle walczył o wydanie w WRL kilkuset polskich książek - bez skutku...

LengyelKiadók06.jpg

Roland Antoniewicz zaciekle walczył o wydanie w WRL kilkuset polskich książek - bez skutku...

LengyelKiadók07.jpg

Roland Antoniewicz zaciekle walczył o wydanie w WRL kilkuset polskich książek - bez skutku...

LengyelKiadók08.jpg

Roland Antoniewicz zaciekle walczył o wydanie w WRL kilkuset polskich książek - bez skutku...

Prześladowanie Polaków przez komunę w WRL było o wiele intensywniejsze, niż w Związku Sowieckim, ale nie tak masowe. Wynikało to ze specyficzności węgierskiej komuny! Zarówno przed Rewolucją 1956 r jak i po jej krwawym zdławieniu, dyktator Mátyás Rákosi i jego następca Janosz Kadar, panicznie bali się „importu” wszelkich „wywrotowych” idei i prądów społecznych! A dla nich — mimo przynależności PRL do RWPG i Układu Warszawskiego, Polska była traktowana na równi z Jugosławią, a może nawet wielokrotnie gorzej! Prześladowanie członków Polonii węgierskiej zaczynało się w KEOKH (Wydział Kontroli Cudzoziemców II Zarządu [Kontrwywiadu] III Głównego Zarządu [Bezpieczeństwa Państwowego] MSW), gdzie os 1971 r szefem był robotnik niewykwalifikowany browaru w Kóbánya, alkoholik i analfabeta gen.János Bozsik.

Grácia Kerényi, Prof.dr.István Csapláros, Prof.dr.János Elbert czy Roland Antoniewicz stale narzekali na to, że jako lektorzy cokolwiek zaproponują do przekładu z dzieł polskiej literatury pięknej — ze stu pozycji najwyżej jedna przejdzie przez sito bolszewickiej cenzury! A ta na Węgrzech była wielokrotnie ostrzejsza. Mimo tego, że w Węgrach nie było specjalnego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, gorzej było jak w Polsce! Natomiast podejmowanie decyzji było znacznie szybsze i radykalniejsze! Redaktor naczelny wydawnictwa czy czasopisma dzwonił do Wydziału Agitacji i Propagandy oraz do Wydziału Kultury, Nauki i Szkolnictwa Komitetu Centralnego WSPR i jeżeli tam wykazano jakiekolwiek nikłe zainteresowanie danym polskim (czy innym!) dziełem — przesyłał do KC kilkustronicową opinię lektora. Akceptowano tylko i wyłącznie przedstawicieli „realizmu socjalistycznego” i sowietofilów. Dodatnim punktem mogła być przynależność autora do PZPR, czy pełnienie urzędu państwowego. W przypadku światowej sławy klasyków (Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont, Bolesław Prus itd), wydawano tylko te pozycje, które już wcześniej ukazały się po węgiersku, ale przy tym czasami dokonywano w nich wręcz niemiłosierne „korekcje”! Klasycy światowej literatury pięknej z zaskoczenia i oburzenia, obracali się w swoich grobach! Zresztą dotyczyło to wszystkich dzieł literatury światowej, obojętnie skąd importowano je! Na prawa autorskie gwizdano, oryginalne dzieło niemiłosiernie kaleczono, niekiedy wyrzucając z niego całe akapity, które nie podobały się bolszewickim koryfeuszom, albo na ich miejsce tworzono (czytaj: partaczono) nowy akapit! Wszystko zgodnie ze wskazówkami „bożyszcza” węgierskiej kultury Györgya Aczéla i jego jamniczków! Czasami pisarz nie poznawał „swojego” dzieła, bo wszystko znalazło się w nim do góry nogami![1][2][3] (Już upaństwowieniu oficyn wydawniczych i księgarń towarzyszyły takie zjawiska, które wywołały oburzenie światowej i węgierskiej opinii publicznej! Bowien akt upaństwowienia poprzedziła barbarzyńska „akcja”, w której znaczną część książek stojących na półkach antykwariatów, księgarń i biur oficyn wydawniczych powrzucano na ciężarówki i przewieziono na przemiał do papierni!)[4]

Jeszcze w latach siedemdziesiątych i w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, węgierscy widzowie jeździli do Polski (przeważnie do pobliskiego Bielska-Białej, Krakowa, Zakopanego, Nowego Sączu, czy Katowic) oglądać filmy nie tylko o dzikim zachodzie i o indianach, ale także laureatów Oscara i nagród wielkich zagranicznych festiwali filmowych, które „dziwnym trafem” nigdy nie trafiły do węgierskich kin! Oprócz organów powołanych do sprowadzania i zatwierdzania filmów do programów kin i telewizji, kilku najwyższych koryfeuszy komuny na czele z Janoszem Kadarem i Györgyem Aczélem, u siebie w domu oglądało filmy zagraniczne. Oczywiście w towarzystwie krewnych, przyjaciół, znajomych i podwładnych. Jeżeli film nie spodobał im się (bo nie zrozumieli go!) — nie trafiał do kin czy na ekrany telewizji nawet wtedy, jeżeli komisja zatwierdziła je! Chyba, że francuski, polski, angielski, amerykański, czy włoski film był komunistycznym plakatem! Własnych twórców trzymano na krótkiej smyczy. Artysta plastyk tylko wtedy mógł wyjechać zagranicę w celu wystawienia swoich dzieł, jeżeli specjalna komisja oceniła każde jedno dzieło przeznaczone na ekspozycję, a bezpieka jego autora! To samo dotyczyło muzyków, literatów i innych twórców. Przynależność do partii i bolszewickiego SS — Gwardii Robotniczej dawało zielone światło prawie wszystkim. A opozycjonista, „drobnomieszczanin”, „wróg klasowy”, „odszczepieniec”, czy „wykolejony inteligent”, z góry padał ofiarą niemiłosiernej kontraselekcji.

Osoby będące na czarnej liście nawet jeżeli należało im się miejsce w pierwszych linijkach czołówki filmu — „zapomniano” ich wymienić, albo ledwo czytelnymi literkami trafili na koniec czołówki, między wymienianych hurtem „innych współpracowników”, jak to niejeden raz zdarzyło się z Rolandem Antoniewiczem. W polsko-węgierskim filmie „Po drodze” (po węgiersku „Útközben”) reż.Márty Mészáros (1980), w polskiej czołówce uczciwie wymieniono jego jako II reżysera (a po „lekkiej” korekcji (interwencji władz WRL): „współpraca reżyserska[5], natomiast z węgierskiej czołówki „znikł bez śladu[6]! Podobnie stało się z filmem reż.Sándora Szalkaiego z 1980 r pt. „Kojak w Budapeszcie” („Kojak Budapeszten[7]— który na Węgrzech obejrzała rekordowa ilość 6 mln widzów: ponad połowa ludności!), jak i w wielu innych filmach.... (Był asystentem, a potem II reżyserem w kilku filmach Miklósa Jancsó i Ferenca Kardosa w latach siedemdziesiątych!) Co więcej: nazwisko Antoniewicz po pewnym czasie już tak bardzo drażniło szefów WSPR i węgierskiej bezpieki, że zaczęto pomijać nawet nazwisko i imię jego ojca — Zdzisława Antoniewicza, jak to się stało z wydaną po węgiersku jego książką wspólnie napisaną z Istvánem CsaplárosemBratankowie w krzywym zwierciadle[8]! Roland Antoniewicz nie był jedynym przedstawicielem Polonii Węgierskiej, którego szefowie węgierskiej komuny i bezpieki panicznie bali się! O gehennie Polaka z Węgier, założyciela węgierskiej organizacji polonijnej, Zygmunta Kaczorowskiego poniżej.

Pod koniec lat siedemdziesiątych i na początku lat osiemdziesiątych, kiedy w Polsce ruch Solidarnościowy stawał się coraz popularniejszy, koryfeusze węgierskiej komuny z przerażeniem śledzili bieg wydarzeń!  Béla Biszku — morderca tłumów w okresie Rewolucji 1956 r i po jej zdławieniu, były Minister Spraw Wewnętrznych, później Sekretarz KC i Członek Biura Politycznego WSPR, z pianą na ustach pobiegł do Członka Biura Politycznego WSPR, Wiceprzewodniczącego Rady Prezydialnej WRL, Prezesa Ogólnokrajowej Rady Związków Zawodowych Sándora Gáspára i zażądał od niego, ażeby natychmiast wydał komunikat o tym, że węgierski ruch związkowy odgranicza się od niego, »bo program Solidarności jest sprzeczny z marksizmem-leninizmem i światłymi tradycjami ruchu robotniczego«. Jego żądaniu stało się zadość i sympatycy Solidarności znaleźli się na czarnej liście, a na granicy węgiersko-czechosłowackiej urzędnicy celni nagle z wielkim impetem zaczęli badać pociągi, autobusy i samochody przybywające z Polski, szukając u turystów odznak, proporczyków i literatury Solidarnościowej! To jamniczek Janosza Kadara, Béla Biszku był tym, który wydał polecenie III. Głównemu Zarządowi MSW (bezpieka), ażeby »każdego jednego żyjącego na Węgrzech Polaka oraz Węgra-polonofila objęto „działaniami operacyjnymi”: obserwowano, kontrolowano ich korespondencję, nasłuchiwano ich telefony i o tym na bieżąco i regularnie przekazywano jemu meldunki.« Związek Sowiecki i Rosjan zawsze chwalił z rozpływaniem się, żałośnie nadmieniając: »dlaczego nie możemy być sowiecką republiką?!?« Wielokrotnie mówił: »No, towarzysz Rákosi jednak to potrafił..., on to wiedział, jak zrobić porządek, nie patyczkował się!...«[9]

Sprawa Polskiego Stowarzyszenia Kulturalnego im. Józefa Bema na WęgrzechEdytuj

Kádár-Gomułka.jpg

Janosz Kadar i Władysław Gomułka - wszystko robili inaczej jak drugi...

PabiniákLányÉsFockJenő.jpg

Córka Henryka Pabiniaka z Premierem Jenő Fock...

Tablica firmowa Stow.Bema w Budapeszcie.jpg

Szyld Stowarzyszenia Bema w Budapeszcie przy ulicy Nádor nr.34

ÉletmentőRoland.jpg

Roland Antoniewicz nie mógł otrzymać od węgierskiej komuny żadne odznaczenie, nawet za uratowanie życia pewnego starca — notatka o tym półopozycyjnego dziennika Magyar Nemzet z sierpnia 1974 r

Roland-Dragos.jpg

Roland Antoniewicz z ks. Karolyem Dragosem, proboszczem polskiej parafii w Budapeszcie, priorem OO Pijarów

Stow.Bema-RAczł zarządu.jpg

Kiedy Roland Antoniewicz powrócił na Węgry, od razu został członkiem Zarządu Stowarzyszenia im.Bema i Prezes Piotr Jabłoński chciał zrezygnować ze swojej funkcji na jego cześć, ale kiedy Antoniewicz poznał straszną cenę prezesostwa, powiedział stanowczo NIE! i u Bema był coraz rzadszym i rzadszym gościem...

RolandOklevele-BemEgyesület.jpg

Tylko Stow.Bema honorowało bezprzykładne wysiłki R.Antoniewicza...

W latach po zakończeniu II wojny światowej, żywy zawsze ruch polonijny na Węgrzech doznał zastoju, bo taka była wola ówczesnych komunistów, którzy administracyjnie zlikwidowali wszystkie organizacje społeczne, w tym polonijne. Dopiero w maju 1958 r. nadarzyła się okazja do wystąpienia przedstawicieli węgierskiej Polonii o zgodę władz na założenie organizacji polonijnej. Była nią pierwsza po 1956 r. wizyta polskiej delegacji partyjno-rządowej z I Sekretarzem KC PZPR, Władysławem Gomułką i Premierem Józefem Cyrankiewiczem. Gości polskich na lotnisku witali także przedstawiciele polskiej kolonii, polskie dziewczynki w krakowskich strojach wręczyły im kwiaty, a w spotkaniu w Klubie Oficerskim przy ul. Népstadion (obecnie Stefánia út), wydanym na cześć polskiej delegacji przez I sekretarza KC WSPR oraz członka KC i Biura Politycznego WSPR, Janosza Kadara i członka KC oraz Biura Politycznego WSPR, wówczas wiceministra kultury, Györgya Aczéla, wzięła udział grupa polonusów, wśród której byli m.in. górnik z Tatabányi József Nadolszky, Julia Koziorowska z mężem Zygmuntem, siostrą Marią Buzási i braćmi Miernickimi, Irena Varsányi, Piotr Jabłoński, dr Jan Bielawski, bracia Łopata i Motyka, Stanisław Hubkiewicz, Jan Fedyszyn, Paweł Abramowski, ks. Karol Dragosz, Adam Turzański, Michał Szeliga, Stefan Bielicki, Albin Czyżyk, Władysław Borys, Zygmunt Kaczorowski.[10]

Przy odpowiedniej okazji, która nagle nadarzyła się, Zygmunt Kaczorowski wykorzystał nieuwagę esbeckiej obstawy i z głupia frant poinformował Władysława Gomułkę o tym, że podczas kiedy węgierscy Niemcy, Jugosłowianie, Słowacy i Rumuni posiadają swoje demokratyczne związki mniejszościowe, mają własne przedszkola, szkoły i licea, o Polakach „zapomniano”! Niezorientowany w przyczynach tego, Gomułka z uśmiechem podszedł do Kadara i ze zdziwieniem poruszył ten problem. Kadar od tego gwałtownego „ataku” speszył się i wyraził zgodę na powołanie do życia Polskiego Stowarzyszenia Kulturalnego im. Józefa Bema na Węgrzech. Ale o oświacie polonijnej już „zapomniał”. Oczywiście nie zapomniał o Kaczorowskim, którego natychmiast wybrano pierwszym Prezesem Stowarzyszenia! Wkrótce w jego mieszkaniu w Budapeszcie przy ulicy Molnár w Śródmieściu zjawiła się bezpieka, zrobili tam precyzyjnie przygotowaną „rewizję” i od razu „znaleźli” u niego podrzucone przez nich „dowody” przeciwko niemu. Wówczas w kręgach bezpieki, bardzo modnym sfingowanym przestępstwem był przemyt i waluciarstwo, co w przypadku obcokrajowca z góry uprawdopodobniało jego „winę”! Bogu ducha winnego Kaczorowskiego zawleczono przed „sąd” i skazano na kilka lat więzienia, gdzie wkrótce „w dziwnych okolicznościach” zmarł...

Inna niesmaczna prawda o wspomnianym Stowarzyszeniu: przed wyborami władz, listę kandydatów na kilka tygodni wcześniej trzeba było przesłać do Ambasady PRL w Budapeszcie (skąd kopię specjalny kurier natychmiast przewoził do esbeków do Warszawy) oraz do „towarzyszaErnő Eperjesiego, kierownika działu mniejszościowego Ministerstwa Kultury i Oświaty, skąd lista wędrowała do braciszka — Dr.László Eperjesiego z III Głównego Zarządu (Urząd Bezpieczeństwa Państwowego) MSW![11] Potem kandydata na Prezesa wzywano do węgierskiego MSW i Ambasady PRL i tam musiał nie tylko podpisać oświadczenie o absolutnej lojalności względem komuny, ale także o obowiązku regularnego nadsyłania wszystkich protokołów z posiedzeń Zarządów oraz sprawozdania o tym, co działo się w pomieszczeniach Stowarzyszenia, kto o czym rozmawiał itd. Wdzięczni Prezesowie Stowarzyszenia Bema rokrocznie wysyłali do Janosza Kadara rozpływające się z wdzięczności listy, w ślad za którym otrzymywali bardzo wysokie odznaczenia węgierskie oraz szereg przywilejów również dla członków rodziny. I tak córka jednego z Prezesów — Henryka Pabiniaka została oficjalnym tłumaczem rządowym! Wszystko to wtedy, kiedy na przykład Roland Antoniewicz nie mógł otrzymać od węgierskiej komuny absolutnie żadne odznaczenie, nawet za uratowanie życia pewnego 72-letniego starca![12] (Jedyny wyjątek stanowił hr.Paweł Domszky, którego mimo oporów władz węgierskich, władze polskie uważały za wskazane pozostawić w Stowarzyszeniu jako Wiceprezesa ze względu na jego zasługi w ruchu oporu.)

Węgierska komuna nieprzypadkowo zbierała ściśle tajne informacje o Polakach żyjących w Węgrach i o Węgrach-polonofilach! Panicznie bano się „wywrotowych polskich idei”, „inność” Polaków, polskich władz odrażała ich! Mimo bardzo intensywnej bezpośredniej współpracy między węgierską i polską bezpieką, zawzięcie obserwowano nawet polskich dyplomatów przebywających w Węgrach na placówce oraz bogu ducha winnych „szaraczków” — polskich turystów, członków różnych polskich delegacji itd. Nasłuchiwano telefony wymienionych, kontrolowano ich korespondencję, rozpracowywano ich osobiste kontakty z innymi Węgrami i Polakami. Bo zbir zbirowi nie dowierzał — mimo, że w Polsce również grasowała komuna, do jej władz węgierscy bolszewiccy hersztowie odnosili się chłodnie i z dużą dawką pesymizmu! Szef III Głównego Zarządu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (bezpieki) i zarazem Wiceminister Spraw Wewnętrznych, generał dywizji Szilveszter Harangozó w każdy czwartek popołudniu, pomijając drogę służbową i pośrednictwo głów resortów MSW oraz Kultury i Oświaty, osobiście spotykał się z „towarzyszem” Györgyem Aczélem, szczegółowo informując jego o aktualnej sytuacji operacyjnej w resorcie kultury i oświaty oraz na terenie nauki, ze szczególną uwagą na wewnętrzną opozycję, w tym miejscowych Polaków i Węgrów-polonofilów. Na tych spotkaniach „Towarzysz generał” Szilveszter Harangozó nie tylko meldował, ale także otrzymywał konkretne ściśle tajne polecenia do wykonania (m.inn. kontrola działalności Polskiego Stowarzyszenia Kulturalnego im. Józefa Bema na Węgrzech, uniemożliwienie powstania Towarzystwa Przyjaźni Węgiersko-Polskiej, doprowadzenie do usunięcia z MAFILMu, a potem z Telewizji Węgierskiej, a potem z życia kulturalnego i politycznego Rolanda Antoniewicza, czy mordowania znanych Węgrów-polonofilów), o czym przeważnie nie informował nawet głowę resortu.[13]

Sprawa Towarzystwa Przyjaźni Węgiersko-PolskiejEdytuj

572px-Poznań1956GyógyszergyüjtésMagyaroknakGifről.jpg

Zbieranie leków w 1956 r dla Braci-Węgrów

Magy-LengyBarátiTárs1970AlapítóOkirata1.jpg

Akt erekcyjny TPW-P, przemianowanego na W-P Tow.Kulturalne. Mimo tego nie mogło powstać.

Magy-LengyBarátiTárs1970AlapítóOkirata2.jpg

Akt erekcyjny TPW-P podpisała śmietanka polonofilów, ale bezpieka storpedowała jej powstanie

Magy-LengyBarátiTárs1970AlapítóOkirata3a..jpg

Akt erekcyjny TPW-P podpisała śmietanka polonofilów, ale bezpieka storpedowała jej powstanie...

Urząd Historyczny141a.jpg

Fragment ściśle tajnego meldunku do bezpieki M-35352 (2/208 old.) BM III/III-4-b agenta „Pálos” do Sági R. hdngy 1970. szeptember 21.

TörtHiv362.jpg

Jeden z listów kierownika Wydziału Agitacji i Propagandy KC WSPR Sándora Jakaba do szefa MSW gen.Lajosa Karasza w sprawie TPWP i Rolanda Antoniewicza

TörtHiv201.jpg

Jeden z listów Wiceministra SW Sándora Rácza do kier.Wydz.Agitacji i Propagandy KC WSPR w sprawie TPWP i Rolanda Antoniewicza

MagyLengyBarTsgÜgy-MSZMP-KB.jpg

Pismo KC WSPR wręczone Rolandowi Antoniewiczowi przez bezpiekę, kiedy zawieziono jego do gmachu KC WSPR

Rolanda Antoniewicza rodzice wychowali nie tylko jako gorącego patriotę i wroga wszystkiego, co związane jest z bolszewizmem (dziad Zygmunt Poległ na Polu Chwały pod Lwowem w wojnie polsko bolszewickiej!), ale także jako zapalonego bojownika przyjaźni polsko-węgierskiej. Kiedy w 1956 r Zdzisław Antoniewicz wspólnie z przyjaciółmi, w całej Polsce zabrał się do organizowania zbiórki lekarstw, odzieży, pieniędzy i żywności dla bohaterskich Braci-Węgrów — uczestników Rewolucji węgierskiej 1956 r, a potem 1957 r w Poznaniu zakładał pierwsze w Polsce Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Węgierskiej, Roland Antoniewicz we wszystkim pomagał jemu. Nic więc dziwnego, że po powrocie do Budapesztu w 1967 r i nawiązaniu kontaktów i przyjaźni z ogromną rzeszą przyjaciół swojego ojca, w zdecydowanej większości opozycjonistów, którzy pomagali jemu w organizowaniu pomocy dla 140-tysięcznej rzeszy uchodźców polskich, a potem po usytuowaniu się i stwierdzeniu nagminnego braku węgierskiego odpowiednika — w 1970 r z wielkim rozmachem i niesłychaną inwencją zabrał się do organizowania Towarzystwa Przyjaźni Węgiersko-Polskiej!


Ponieważ Roland zdążył nauczyć się jednej kardynalnej rzeczy: tylko poprzez bardzo ścisłe dotrzymanie przepisów prawnych może uniknąć represji bezpieki — w bibliotekach przestudiował całą literaturę prawną zajmującą się stowarzyszeniami i związanymi z nimi aktualne przepisy prawne. Innymi słowami: zabrał się do legalnego organizowania Towarzystwa! Nie chciał popełnić absolutnie żadnego błędu nie tylko prawnego, ale i politycznego! Odzwierciedla to Akt Erekcyjny TPWP, którego preambulę w genialny sposób napisał w stylu i w slengu węgierskich bolszewików, wiwatując na cześć ...przyjaźni węgiersko-sowieckiej, a na listę członków-założycieli wciągając również pokaźną ilość wiceminstrów Janosza Kadara, a nawet Pierwszego Zastępcę Prezesa Sądu Najwyższego Dr.Miklósa Mátyása! A ci nawet Akt Erekcyjny TPPW podpisali bez słowa, przywalając na niego swoje urzędowe pieczęcie ministerskie (co było dowodem ich nader niskiej inteligencji!) — czyli de iure już sam ten fakt, albo chociażby podpis tego ostatniego (według logiki Rolanda Antoniewicza) prawnie gwarantował „bezbolesne powstanie” organizacji! Oczywiście wtedy Roland jeszcze nie wiedział, że jak to przystało na bandytów, Kadar i jego przestępcza banda gwizdali na prawo! Roland w krótkim okresie czasu zebrał ogromną ilość deklaracji członkowsko-założycielskich wśród czołowych przedstawicieli kultury i nauki Węgier! Było to ponad 1500 osób! Już sam ten fakt gwarantuje jemu poczesne miejsce w księdze rekordów Guinessa!


Roland tak obetonował się wprowadzając w życie swoje chytre, ale zarazem genialne pomysły, że przerażone władze komuny i bezpieka miesiącami nie wiedziały co zrobić! Świadczy o tym pokaźna ściśle tajna korespondencja między zażenowanymi szefami KC WSPR i bezpieki, przechowywana w Urzędzie Historycznym — Historycznym Archiwum Służb Bezpieczeństwa (Történeti Hivatal — Állambiztonsági Szolgálatok Történeti Levéltára)![14] Akcji Rolanda nie potrafili wstrzymać, a jego samego deportować do PRL, a po odmowie władz polskich, do jakiegokolwiek kadeelu! Była to ogromna klęska węgierskiej komuny i kolosalne zwycięstwo Rolanda nad bolszewizmem! Komuna i bezpieka natrafili na gruby, nie do przebicia mur, chytrze zbudowany przez Rolanda! Pozostało im więc tylko ostatnie rozwiązanie: zamordować go! Ale wszelkie zamachy kolejno spudłowali! A Roland delektował się smakiem stałego „robienia wariatów” z bolszewickich hersztów! Nic dziwnego, że władze nie tylko węgierskiej ale i polskiej komuny drżały jak tylko usłyszano albo w jednym z raportów bezpieki przeczytano jego nazwisko! Ale „prości” agenci węgierskiej bezpieki z podziwem pisali o nim i jego pomysłowości (jak na przykład agent o kryptonimie „Pálos”), podczas kiedy nieinteligentna hołota esbecka z Ambasady PRL w Budapeszcie (m.inn.Jerzy Barnert i Bogumił Dąbrowski) wysyłała do Warszawy raporty o nim, zawierające pokaźne dawki nie tylko przesady ale i steki wierutnych kłamstw, nazywając jego m.inn. alkoholikiem, osobą nieodpowiedzialną, niewykształconą, czy osobą „popełniającą swoje czyny w stanie nietrzeźwym”, chociaż Roland nigdy nie pił![15] (Nie była to pierwsza i ostatnia akcja bezpieki obu kadeeli wulgarnego zniesławiania tego wspaniałego człowieka i patrioty!)


Władze węgierskiej komuny jeszcze bardziej irytował fakt, że wśród członków i kierowników Komitetu Założycielskiego znalazły się takie osoby światowej sławy, jak: reżyserzy filmowi Félix Máriássy, Zoltán Fábri i Miklós Jancsó; aktorzy Imre Sinkovics, Iván Darvas, Miklós Gábor, Emil Keres, Manyi Kiss, Antal Páger, oraz Éva Ruttkay; literaci László Nagy, István Simon, Mihály Váci, István Csurka, Péter Veres, József Darvas, oraz Gyula Illyés; kompozytor Sándor Szokolay; dziennikarze József Pálffy, Norbert Siklósi, György Hámos, Rezső Parlai, László Nánási senior, oraz Károly Macsáry; artyści-plastycy István Kiss, oraz Zsigmond Kisfaludi-Stróbl, uczeni Ferenc Fülöp, Tibor Kardos, József Bognár, Géza Bárczi, Antal Babics, Győző Ember, Béla Köpeczi (późniejszy Minister Kultury i Oświaty), Gyula Hajdu, László Mátrai, Aladár Mód, József Perényi, Mihály Samu, Imre Takács, oraz Lajos Ligeti; duchowni Miklós Bersztóczi, Lajos Vető, Imre Várkonyi i Richárd Horváth; a także generałowie Géza Révész, oraz Lajos Kiss!


Bolszewickie władze Węgier poważnie irytował również inny fakt: Roland podczas agitowania kandydatów na członków-założycieli, nie krępując się podkreślał: „Obecnie jeszcze wszystko jest w porządku, ale w Związku Sowieckim są takie problemy wewnętrzne natury politycznej, z powodu których prędzej czy później musi poddać swoje pozycje zagraniczne w Europie Środkowej. I wówczas stosunki polsko-węgierskie należy podnieść na poziom europejski. Te stosunki stanowić będą gwarancję pokoju Europy Środkowej. W interesie tego nasze cudowne tradycje z niedalekiej przeszłości, przyjaźń obu narodów musimy dowodzić. To nasze pokolenie zrobi porządek w Europie Środkowej bez Związku Sowieckiego, dlatego też wspólne tradycje trzeba utrzymywać w czujności.” — ściśle tajny meldunek do bezpieki (wydział BM III/III-4-b) nr. M-35352 (2/208 old.) agenta „Pálos” do Sági R. hdngy 1970. szeptember 21.[16] Wszystko to w 1970 r — na grubo przed powstaniem Unii Europejskiej i Grupy Wyszehradskiej! Ale Rolandem najbardziej wstrząsnęły statystyki węgierskie: liczba ofiar poległych i zamordowanych w Rewolucji węgierskiej 1956 r wyniosła ponad 80 tys osób (tyle osób liczy miasto wojewódzkie Szombathely na zachodzie Węgier), a bezpośrednio po zdławieniu Rewolucji, kiedy granica zachodnia była jeszcze otwarta, na Zachód uciekło 176 tys Węgrów! Tyle mieszkańców liczy trzecie największe miasto Węgier — Segedyn! Ale nie bez wpływu był również strasznie denerwujący jego fakt, że gdzie tylko postawił nogę, wszędzie potykał się o znienawidzone gwiazdy czerwone, a do kogokolwiek trzeba było zwracać się per „towarzyszu”, zwrot „pan”-„pani” był obrażającym epitetem!


W końcu sprawę Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Węgierskiej rozwiązali po swojemu, radykalnie, jednym cięciem miecza przecinając węzeł gordyjski. Najpierw zamordowali Wiceprezesa Komitetu Założycelskiego TPWP poetę Mihálya Váci, a przeciwko Rolandowi Antoniewiczowi zorganizowali spudłowany zamach: spróbowali jego przejechać samochodem przed restauracją Europa przy Mechvart Liget. Potem o świcie zrobili nalot na jego mieszkanie, skonfiskowali część dokumentów które znaleźli (najważniejsze: oryginał Aktu Erekcyjnego oraz deklaracje członków-założycieli były akurat u drugiego Wiceprezesa Komitetu Założycelskiego TPWP, poety Istvána Simona, u którego podczas rewizji nie znaleźli, bo trzymał je w swojej szafie w gmachu Parlamentu!), a potem wsadzili Rolanda Antoniewicza do samochodu i zawieźli do gmachu KC WSPR, gdzie jeden z referentów Wydziału Agitacji i Propagandy, niejaki Gábor Nagy gburnie objaśnił jemu, że „na Węgrzech istnieć może tylko Towarzystwo Przyjaźni Węgiersko-Sowieckiej i nie radzi jemu kontynuowania organizowania Towarzystwa Przyjaźni Węgiersko-Polskiej, bo taka organizacja jest zupełnie zbędna i niepotrzebna!


Gyámhatóság.jpg

Terroryzujące Rolanda Antoniewicza pismo dzielnicowego Urzędu d/s Ochrony Nieletnich do Prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy WRL red.Józsefa Pálffyego

Po tej akcji Rolanda Antoniewicza chwilowo pozostawiono w spokoju, ale podczas kiedy przez kilka lat nigdzie nie mógł znaleźć pracy etatowej (pracował jako wolny strzelec, jako dziennikarz i asystent reżysera filmowego oraz tłumacz metryk urodzenia), stale zjawiała się u niego milicja grożąc, że jeżeli nie podda się obowiązkowi zatrudnienia i nie znajdzie stałej pracy — zostanie aresztowany, a urząd ochrony nad nieletnimi („gyámhatóság”) stale przysyłał pisma zredagowane przez bezpiekę, że jego dzieci (uczciwie i wzorowo wychował czwórkę dzieci!) zostaną skierowane do sierocińca. Później również István Simon zmarł w tajemniczych, niewyjaśnionych okolicznościach, oraz przeciwko Rolandowi dokonano kolejne spudłowane zamachy... (Jako sportowiec działający w kilku dyscyplinach sportu, był nie tylko w świetnej kondycji, ale także był bardzo szybki i zręczny!)

Sprawa książki „Co trzeba wiedzieć o Polsce?Edytuj

Kossuth-MitKellTudLengyelo-ASzerződés.jpg

Umowa autorska Rolanda Antoniewicza z Wydawnictwem Kossuth w sprawie wydania jego książki „Co trzeba wiedzieć o Polsce”

LengyelországUtikönyv-RolandLektor1.jpg

Polska - wielki przewodnik - edycja wydawnictwa Medicina Könyvkiadó - Panoráma Utikönyvek

Reklama wydawnicza książki olanda Antoniewicza o Polsce.jpg

Reklama wydawnicza książki Rolanda Antoniewicza o Polsce

LengyelországUtikönyv-RolandLektor2.jpg

Stopka redakcyjna książki Lengyelország z lektorami

AntoniewiczRolandBetiltottKönyve.jpg

Roland Antoniewicz: Co trzeba wiedzieć o Polsce

067.jpg

Umowa lektorska Rolanda Antoniewicza z wydawnictwem Medicina Könyvkiadó na przewodnik „Polska

ABetiltottKönyvkiállítás-ügy.jpg

Notatki w węgierskich gazetach o wystawie prasy polskiej zorganizowanej przez Rolanda Antoniewicza, którą przed otwarciem odwołano...

LengyelKiadók02.jpg

Roland Antoniewicz zaciekle walczył o wydanie w WRL kilkuset polskich książek - bez skutku...

LengyelKiadók01.jpg

Roland Antoniewicz zaciekle walczył o wydanie w WRL kilkuset polskich książek - bez skutku...

LengyelKiadók03.jpg

Roland Antoniewicz zaciekle walczył o wydanie w WRL kilkuset polskich książek - bez skutku...

LengyelKiadók04.jpg

Roland Antoniewicz zaciekle walczył o wydanie w WRL kilkuset polskich książek - bez skutku...

LengyelKiadók05.jpg

Roland Antoniewicz zaciekle walczył o wydanie w WRL kilkuset polskich książek - bez skutku...

LengyelKiadók06.jpg

Roland Antoniewicz zaciekle walczył o wydanie w WRL kilkuset polskich książek - bez skutku...

LengyelKiadók07.jpg

Roland Antoniewicz zaciekle walczył o wydanie w WRL kilkuset polskich książek - bez skutku...

LengyelKiadók08.jpg

Roland Antoniewicz zaciekle walczył o wydanie w WRL kilkuset polskich książek - bez skutku...

RolandÍrásaiKeresztapjáról.jpg

Notatki Rolanda Antoniewicza w prasie węgierskiej o realizowaniu filmu przez telewizję polską o J.Antallu seniorze w 1969 r

TankönyvkiadóLengyel könyv.jpg

Wydawnictwo Tankönyvkiadó z uznaniem wyraziło się o książce Rolanda Antoniewicza o Polsce, które wydawnictwo Koszutha zmieliło...

Roland Antoniewicz napisał wiele książek po węgiersku, których opublikowanie przez długie lata cenzurowali bolszewicy. Pierwsza jego książka pt. Mit kell tudni Lengyelországról (tłum. Co trzeba wiedzieć o Polsce) ukazała się w 1976 r staraniem wydawnictwa Kossuth Könyvkiadó w Budapeszcie i była szeroko reklamowana, ale ponieważ autor zbyt otwarcie i szczerze przedstawił w niej wiele faktów inaczej, niż to obowiązywało przez Węgierską Socjalistyczną Partię Robotniczą, po wyjściu z drukarni i przeczytaniu jej przez szefów komunistycznych, natychmiast znalazła się na czarnej liście, cały jej nakład wycofano z księgarń i zmielono w papierni, chociaż inne wydawnictwa bardzo pochlebnie wyraziły się o niej[17]. Genezą zamówienia była praca lektorska Rolanda Antoniewicza wiosną 1972 r dla stołecznego wydawnictwa Medicina Könyvkiadó - Panorána Könyvek, które wydało przewodnik po Polsce pt. „Lengyelország” pióra Gyuli Bács[18]. Przewodnik ten mimo „słonej” jak na ówczesne zarobki ceny, od tego czasu ukazał się aż w sześciu dużych nakładach, największych spośród przewodników po innych krajach! Jeden z redaktorów tego tomu, który na drugom etacie pracował w wydawnictwie Kossuth, gorąco polecił Rolanda Antoniewicza, ponieważ tam planowano wydać vademecum o Polsce w serii „co trzeba wiedzieć o...”.  Skonsultowano się więc z redaktorem naczelnym wydawnictwa Medicina Könyvkiadó - Panorána Könyvek, który również wystawił Antoniewiczowi bardzo pochlebną opinię, więc wkrótce zwrócono się do niego z prośbą o napisanie książki, a on  z radością przyjął zamówienie. Umowę podpisano w lipcu 1975 r z terminem zdania rękopisu do 15 października 1975 r.


Na kilka tygodni przed terminem gotowy rękopis Roland Antoniewicz przekazał wyznaczonemu redaktorowi, który dokonał w nim tylko kilka poprawek, które zbytnio raziłyby partyjniaków, ale po tym książkę skierował do druku. Wykreślono rzeczy nieistotne. Między innymi stwierdzenie autora, że węgierska nazwa „Polska” (Lengyelország - czytaj: Lendźelorsag, czyli kraj Lendźelów) pochodzi od plemienia Lendzian czy Lędzian, co wskazuje na to, że przyjaźń polsko-węgierska datuje się nie od tysiąca lat, a najmniej sprzed 843 roku! (Geograf Bawarski w 843 r wymienił plemię Lendzian, jako Lendizi). Zamieszkiwali oni tereny pograniczne północno-wschodnich Wielkich Węgier, południowo-zachodnie pogranicze Rusi Halickiej i południowo-wschodnie dzisiejszej Polski). Po wyjściu książki z drukarni, egzamplarze trafiły do księgarń i kolporterów w zakładach pracy. No i oczywiście w postaci egzemplarzy obowiązkowych do koryfeuszy WSPR. Nie minęło kilka dni i nagle cały nakład nie tylko wycofano z księgarń i od kolporterów, ale wszystko poszło na przemiał do papierni w Csepel. A autor nadaremnie czekał, aż pocztą nadeślą jemu ustalone w umowie pokaźne honorarium autorskie!


Przyczyną skandalu był fakt, że jak na Polaka przystało, autor wszystko napisał inaczej, jak to pełna fantazmagorii polityka WSPR wyobrażała sobie i oczekiwała! No bo zrodnią było napisanie, że w 1956 r Władysław Gomułka zarządził amnestię i wypuścił wszystkich więźniów politycznych, podczas kiedy Janosz Kadar i jego przestępcza banda wymordowała ich! Nie można było napisać o tym, że stosunki państwa i kościoła znormalizowano, bo Kadar posyłał do więzienia księży, albo robił z nich esbeckich szpicli, a kościoły węgierskie coraz bardziej ziały pustkami! Nie można było napisać o tym, że powstanie warszawskie upadło dlatego, bo dla polskich żołnierzy, którzy zajęli Przyczółek Czerniakowski, niechlubna Armia Sowiecka nie tylko nie nadesłała pomocy, ale zostawiła ich na swój los, w wyniku czego Powstanie warszawskie upadło, podczas kiedy stacjonujący pod Warszawą korpus armijny generała Béli Lengyela udzielał Powstańcom pomocy! Bo był on „faszystą” i „imperialistą” (imperialistami byli Sowieci, a generał Béla Lengyel był akurat zawziętym wrogiem faszytów!) I nie można było chwalić Węgrów, którzy udzielili ogromną pomoc 140-tysięcznej rzeszy polskich uchodźców, bo tą pomoc udzielili „faszyści” i „zdeklasowani” wrogowie komunizmu! Innymi słowami zamiast pisania prawdy, należało było wrednie kłamać, co dla uczciwego i bogobojnego dziennikarza było rzeczą nie do pomyślenia! A pozatym Roland Antoniewicz popełnił jeszcze jeden poważny „błąd”: w jednym ze stołecznych domów kultury zorganizował wystawę prasy polskiej, prezentując nie tylko partyjne szmatławce, ale także prasę katolicką i dlatego w ostatniej chwili wystawę odwołano!


W środowiskach twórczych, Rolanda Antoniewicza wszystcy lubili i szanowali tak długo, aż bezpieka nie zaczęła przeciwko niemu organizować szeroko zakrojoną akcję zniesławiającą. Bo był człowiekiem bogobojnym, szanującym ludzi, którym pomagał kiedy i jak tylko mógł, chociaż niejeden raz sam potrzebował pomocy. Ale bliźni byli zawsze ważniejsi dla niego, niż on sam (ƒ˜„Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego, jak siebie samego”, akcentował)[19]. W przeciwieństwie do bolszewickich dziennikarzyn i dziennikarczyków, był prawdziwym dżentelmenem i dziennikarzem z krwi i kości! Nie pisał kłamstw i nie obrażał osób, o których pisał, lub zrobił z nimi wywiad! Był tak sumienny, że do osób o których pisał, sto razy wysyłał szczotkę artykułu, bo nie chciał popełnić nawet najmniejszego błędu! Roland stał się legendą w węgierskim świecie twórczym i to również coraz bardziej irytowało koryfeuszy węgierskiej komuny! Nic więc dziwnego, że wszędzie podkładali jemu nogę, starali się jemu zaszkodzić, zdyskredytować jego! Bo był osobą dla komuny najniebezpieczniejszą! Faktem jest również to, że Roland Antoniewicz stał się swoistym katalizatorem, dzięki czemu po 1970 roku na Węgrzech powoli zaczęły się ukazywać najpierw w gazetach krótkie realcje o udzieleniu pomocy przez Węgrów polskim uchodźcom w czasie II wojny światowej, ekipa polskiej telewizji mogła zrealizować film o dr. Józsefie Antallu seniorze, a potem zaczęło się pojawiać coraz więceń opracowań naukowych i książek, chociaż były między nimi perfidnie opracowane fałszerstwa, jak np. książka niejakiej pułkownik Ágnes Godó, umniejszające tamtejsze wydarzenia.

Sprawa Eugenii TutakEdytuj

DanielOlbrychskiLevJancsóSzerepről02.jpg

List Daniela OLbrychskiego do Rolanda Antoniewicza w sprawie roli filmowej

LengyVörösker-EugTułak-ügy2.jpg

Pismo PCK w sprawie odnalezienia Eugenii Tutak/Tułak

EugeniaTułak32.jpg

Pismo E.Tutak/Tułak do Rolanda Antoniewicza

EugeniaTułak4.jpg

Artykuł w węgierskiej gazecie o realizowaniu filmu dokumentalnego o losach E.Tułak/Tutak

EugeniaTutakAHáborúalattElveszettLányával1.jpg

Eugenia Tutak z córką zaginioną w czasie wojny

Gdyby Roland Antoniewicz w okresie komuny mieszkał nie w Polsce albo na Węgrzech, a gdziekolwiek we wolnym i demokratycznym świecie — zrobiłby szaloną karierę dziennikarską i reżyserską! Potrafił chyba wszystko zrobić, co potrafił taki Günter Walraff czy George Lucas! I nie gorzej od nich! Węgierscy reżyserzy, z którymi pracował jako asystent, a potem II reżyser, na każdym kroku chwalili jego nie tylko za spryt i szybkie rozwiązanie jakiegokolwiek problemu, czy pracowitość i głębokie oddanie dla twórczości filmowej, ale także za olbrzymią wiedzę. Ale również dlatego, bo w ciągu długich lat, dla stale cierpiącego problemami obsadowymi węgierskiego filmu, sprowadził ponad 250 najznakomitszych polskich aktorów i aktorek, na czele z Danielem Olbrychskim, Beatą Tyszkiewicz, Mają Komorowską, Franciszkiem Pieczką, Alicją Jachiewicz, czy Janem Nowickim przy okazji robiąc tym samym olbrzymią reklamę dla kultury polskiej! Redaktorzy naczelni gazet i czasopism, nawet ci, którzy byli zagorzałymi partyjniakami, bardzo chętnie publikowali jego artykuły o polskiej kulturze, filmie, teatrze, literaturze pięknej, muzyce czy sztukach pięknych, bo pisał najpiękniejszą węgierszczyzną, a jego zasób wiedzy encyklopedycznej był legendarny! Był lepszym ambasadorem kultury i nauki polskiej, niż wszystcy kolejni ambasadorzy i attaché kulturalni PRL w Budapeszcie razem wzięci! Ale też władze PRL odpowiednio „podziękowały” jemu te wszystkie zasługi! Polski ZUS oraz Urząd d/s Kombatantów i Osób Represjonowanych, do dzisiejszego dnia gwiżdżą na Rolanda Antoniewicza i jego ogromne zasługi! Nie otrzymuje polskiej części emerytury, chociaż był etatowym pracownikiem szeregu polskich redakcji! Nie uznają jego za kombatanta i osobę reresjonowaną, chociaż poniósł znacznie większe zasługi na tym polu od kogokolwiek, nie mówiąc już o tym, że represjonowały jego bezpieki kilku kadeeli na raz i trzykrotnie skazano jego za „przestępstwa” polityczne!


Sprawa Eugenii Tutak z Wrocławia była jedną z największych brawur dziennikarskich Rolanda Antoniewicza! W wytwórni filmowej MAFILM zgłosił się u niego pewien wieśniak spod Székesfehérvár i opowiedział historię swojej znajomej z pobliskiej wsi, którą w czasie II wojny światowej znalazł jej ojczym na furmance, kiedy odwiedził sąsiednie miasteczko w celu sprzedaży płodów. Wśród rzeczy niemowlęcia znalazł tylko metrykę urodzenia wystawioną na nazwisko Tutak czy Tułak. Uczciwie wychował dziewczynkę, która w chwili poznania jej przez Rolanda Antoniewicza, była już zamężną matką z kilkoma dziećmi. Za wszelką cenę chciała znaleźć swoich polskich rodziców, ale nie wiedziała jak to zrobić. Była już nawet w Ambasadzie PRL w Budapeszcie, ale odesłali ją z kwitkiem. Nie tak Roland Antoniewicz, który bezinteresownie obiecał jej pomóc. Najpierw napisał do tych wszystkich znajomych i przyjaciół swojego ojca — Zdzisława, którzy na Węgrzech byli polskimi uchodźcami w czasie II wojny światowej, ale nikt nic nie pamiętał i nie wiedział o Eugenii Tutak czy Tułak. Roland nie przejmował się. Napisał do Polskiego Czerwonego Krzyża, skąd po kilku miesiącach przyszła wiadomość, że Eugenię Tutak czy Tułak znaleziono we Wrocławiu i podano jej adres. Roland napisał do niej obszerny list i wkrótce otrzymał odpowiedź: „Szanowny Panie Redaktorze! Jestem tą osobą, którą poszukiwał w Polsce p.Péter Lengyák. Dzięki pana łaskawej interwencji i przy współudziale Polskiego Czerwonego Krzyża, odnalazłam swoją córkę, z którą los mnie rozdzielił. — Składam Panu stokrotne dzięki za trud, jaki zechciał Pan sobie zadać w tej sprawie. Proszę wybaczyć, że pozwalam sobie jeszcze zwrócić się do Pana z prośbą o powiadomienie o jej szczęśliwym finale p.Piotra Lengyaka, którego z kolei proszę, aby pomógł mnie i mojej córce w nawiązaniu tego pierwszego, najważniejszego dla nas kontaktu. Chcę zaproponować córce spotkanie w Budapeszcie w miesiącu wrześniu lub październiku br. — w tej chwili miałabym trudności w zapewnieniu sobie przez Orbis miejsca zakwaterowania ze względu na wzmożony ruch turystyczny. Kończąc, raz jeszcze składam Panu serdeczne podziękowania za wszystkie uprzejmości. Z poważaniem E.Tutak.


Oczywiście Roland natychmiast zawiadomił zarówno Piotra Lengyáka, jak i wszystkich, do których zwrócił się w Polsce w tej sprawie, że poszukiwaną osobę szczęśliwie znalazł, znów nie szczędząc pieniędzy na pokaźne opłaty pocztowe. Nadawając listy, przypadkowo spotkał na poczcie starego znajomego — Dyrektora i Redaktora Naczelnego węgierskiej kroniki filmowej (Magyar Filmhíradó), László Bokora, który zdziwił się z powodu wysyłania takiej masy listów. Chcąc-nie chcąc, Roland Antoniewicz objaśnił jemu przyczynę, w wyniku czego László Bokor zapalił się do tego tematu i przy obietnicy pokrycia kosztów podróży na Węgry Eugenii Tutak i jej męża, zamówił u Rolanda 10-minutową migawkę filmową do Magyar Filmhíradó. Roland natychmiast zawiadomił Eugenię Tutak o takim obrocie sprawy, która zgodziła się na zdjęcia do kroniki filmowej, ciesząc się, że zaoszczędzi sobie poważne koszty podróży na Węgry. Tematem zainteresował się także dziennik „Esti Hírlap”, który opublikował o tym artykuł pióra jednego z redaktorów gazety. Migawka filmowa Rolanda Antoniewicza udała się, Eugenia Tutak i jej mąż na lotnisku w Budapeszcie ze łzami w oczach przywitali niemniej wzruszoną córkę. I wtedy okazało się, że pochodzili ze Lwowa i podczas zajęcia miasta przez niechlubną armię sowiecką, mąż i jej żona, która na dodatek wszystkiego była wtedy w ciąży, pogubili się. Męża Sowieci na siłę zaszeregowali do wojska, skąd potem uciekł, a w międzyczasie żona porodziła córkę i z niemowlęciem pojechała do Budapesztu, myśląc, że z falą Lwowian, którzy uszli na Węgry, również i jej mąż tam się schronił! Ponieważ po drodze na Węgry głodowała, a szukanie męża z niemowlęciem „pod pachą” było niemożliwe, zdecydowała się na drastyczny krok i dziecko porzuciła...


Oczywiście sprawa ta nie zakończyła się „happy endem”, bo węgierska bezpieka z oburzeniem zwróciła się do Ambasady PRL w Budapeszcie z żądaniem „porozmawiania” z małżeństwem Tutak i „namówienia” ich do zabronienia projekcji filmu! Przecież mowa była o „pospolitym zbiegu” z Armii Czerwonej, czyli o „przestępcy”! W ten sposób „to nie węgierska cenzura, a zainteresowani uniemożliwili pokaz sensacyjnego materiału”! Dalszym następstwem było wyrzucenie bogu ducha winnego Rolanda Antoniewicza z etatu w MAFILM-ie...

Sprawa filmu „Labirynt ulicznyEdytuj

FilmszemCikkRolandrólÉsKoszalin83“ról.jpg

Bardzo przychylny dla Rolanda reportaż czasopisma Filmvilág z Koszalina, podkreślający zalety Labiryntu Ulicznego

UtcalabirintusRoland-ReviczkyGábor.jpg

Kadr z filmu Labirynt Uliczny Roland Antoniewicz i Gábor Reviczky

Utcalabirintus-BenczeFErenc.jpg

Kadr z filmu Labirynt Uliczny — Ferenc Bencze

UtcalabirintusForgatása-RolandReviczkyGabival.jpg

Realizacja filmu Labirynt Uliczny

UtcalabirintusSarlaiImreBenczeFerenc.jpg

Kadr z filmu Labirynt Uliczny — Imre Sarlai i Ferenc Bencze

Utcalabirintus1OMSZdr.VaszaryBéla.jpg

Kadr z filmu Labirynt Uliczny

RolandOkleveleKoszaliniFilmfesztivál-Utcalabirintus.jpg

Koszaliński dyplom dla filmu

KarsaiLucia-Utcalabirintusról.jpg

Urzędowe zaświadczenie wystawione przez Lucię Karsai o tym, że autorski film reż. Rolanda Antoniewicza „Labirynt uliczny” jest dobry i profesjonalnie zrobiony.

Kőhalmi-Roland értékelés.jpg

Nawet głowa Naczelnego Zarządu Kinematografii Ministerstwa Kultury WRL zmuszony był uznać zasługi Rolanda Antoniewicza na polu krzewienia węgiersko-polskich stosunków filmowych...

RolandUtcalabirintusKritika.jpg

Przychylna krytyka gazety Szabad Föld o filmie Labirynt Uliczny

Utcalabirintus-BálintAndrás-GörbeNóra1.jpg

Labirynt uliczny II - András Bálint i Nóra Görbe

UtcalabirintusII-BálintAndrás-SzegediErika.jpg

Labirynt uliczny II - Erika Szegedi i András Bálint

Po wyrzuceniu Rolanda Antoniewicza z MAFILM-u, wśród węgierskich filmowców zawrzało! Kilku najbardziej znanych reżyserów na czele z Miklósem Jancsó, zadzwonili do Głównego Reżysera i zarazem Wiceprezesa Telewizji Węgierskiej oraz Prorektora Wyższej Szkoły Teatralno-Filmowej w Budapeszcie, Miklósa Szinetára, ażeby tego cennego filmowca zatrudnił w telewizji. Interwencja podziałała, bo wkrótce Roland Antoniewicz otrzymał zaproszenie od kierowniczki wydziału personalnego Telewizji Węgierskiej — żony sekretarza Ogólnokrajowej Rady Związków Zawodowych, Gyuláné Virizlay. Roland Antoniewicz wiedział, że jeszcze nie wygrał, bo ta „towarzyszka” zadzwoni do Wydziału Agitacji i Propagandy KC WSPR, do bezpieki, oraz do dyrektorki departamentu Urzędu Informacji Rządu, a zarazem żony Janosza Kadara, a tam powiedzą stanowcze NIE!


Roland postanowił więc zaatakować „panią” Gyuláné Virizlay w kobiecą próżność! Przybył do niej z bukietem złożonym z 51 czerwonych róż! „Towarzyszka” Gyuláné Virizlay oniemiała z wrażenia i zapomniała zadzwonić gdzie trzeba, bez słowa podpisując przyjęcie Rolanda Antoniewicza w poczet pracowników Telewizji Węgierskiej i to na etat redaktora-reżysera i redaktora programowego, zaproponowany przez Wiceprezesa Miklósa Szinetára! Ale szczęście nie potrwało długo, bo bezpieka w sojuszu z partyjniakami Telewizji Węgierskiej, już na drugi dzień starali się znaleźć sposób, na anulowanie decyzji Wiceprezesa! Próbowano różnych chwytów — bezskutecznie! Wiceprezes Miklós Szinetár słyszeć nie chciał o zwolnieniu Rolanda Antoniewicza, więc wzięto pod ogień dyrektorów poszczególnych departamentów programowych, którzy po kolei odrzucali coraz to lepsze konspekty i scenariusze Rolanda. Ale Roland w końcu i tu przechytrzył ich! Udał się do Prezesa Studia Doświadczalnego KISZ-u Telewizji Węgierskiej, który zatwierdził do produkcji jego film „Labirynt Uliczny” (Utcalabirintus), ale przydzielając bardzo śmieszne środki — zaledwie kilkaset metrów taśmy filmowej i kamerę na kilka godzin.


Roland nie przestraszył się. Opowiedział ten fakt najlepszym reżyserom telewizyjnym, którzy bez słowa pomogli jemu. Wszystcy oni zrezygnowali z resztek, które zaoszczędzili podczas realizacji swoich filmów! Jeden przekazał kierownictwu produkcji Labiryntu Ulicznego kilka tysięcy metrów taśmy, drugi setki godzin roboczych fryzjerów, garderobianych, scenografowych i dekoratorskich, inny fundusze aktorskie, jeszcze inny godziny montażowe, albo trickowe czy udźwiękowienia. Na nieszczęście Rolanda, przydzielono jemu operatora-partyjniaka Lajosa Nádorfyego, który stale się chwalił tym, że w Związku Sowieckim zdobył Szczyt Komunizmu w Elbrusie i utrudniał realizację filmu dywersją! Pal go licho! — powiedział sobie Roland, i przy nadarzającej się okazji, dywersanta-partyjniaka wyrzucił, wstawiając na jego miejsce młodego i zdolnego kameramana Bence Fazekasa, który zrobił wspaniałe zdjęcia, mimo iż do dyspozycji miał tylko taśmę czarno-białą. Czołowi aktorzy węgierscy kiedy dowiedzieli się, że Roland realizuje swój film, natychmiast zadeklarowali swoje darmowe występy! Tak więc za wyjątkiem kilku członków węgierskiej Polonii (Stefan Bielicki, Elżbieta Bzdela), obsadę Roland obsadził najlepszymi aktorami węgierskimi! Film zmontował sam w interesie zaoszczędzenia czasu.


Roland doskonale wiedział, że jeżeli realizacja filmu przeciągnie się, może trafić do pudełka, zanim zakończy wszystkie prace końcowe! Pracował w laboratorium tricków filmowych, a potem w montażowni non-stop przez 24 godzin dziennie, dokonując nawet bardzo pracochłonnego i wymagającego specjalnych kwalifikacji montażu dźwięku! I wygrał wyścig! Równie szybko wykonano kopię zerową filmu, kiedy kilku przychylnych jemu partyjniaków ostrzegło Rolanda, że szykuje się przeciwko niemu kolejna seria zamachów! Zrealizują film „Reżyser — Pieśń o Rolandzie”, który powinien skompromitować jego, oraz do kierownictwa telewizji skierowano wniosek o umieszczenie filmu na amen do pudełka! Roland nie przejmował się. Wziął kopię zerową po pachę i z polską taśmą dźwiękową, którą zrobił „na czarno”, pojechał prosto do Koszalina na Spotkania Filmowe „Młodzi i Film”, którego dyrektorem programowym był bardzo przychylny jemu zastępca redaktora naczelnego tygodnika „FilmCzesław Dondziłło, co tydzień regularnie publikujący w czasopiśmie artykuły Rolanda o filmie węgierskim. Oczywiście przed decyzją, Czesław Dondziłło obejrzał „Labirynt Uliczny”i z zachwytem dopuścił go do programu festiwalu filmowego, gdzie Roland zdobył Dyplom, a węgierska agencja prasowa MTI natychmiast puściła o tym wiadomość do Budapesztu, którą opublikowały prawie wszytkie gazety!


Tym samym Roland przekreślił zamierzenia bezpieki i partyjniaków, bo chcąc-nie chcąc, musieli puścić go w eter! Oczywiście projekcji dokonano na drugim kanale, podczas kiedy na pierwszym kanale szedł bardzo popuarny seriał kryminalny i nie odbyto prezentacji prasowej, ale film i tak (a może właśnie dlatego) obejrzało wielu dziennikarzy, którzy napisali bardzo przychylne krytyki. Z ich wycinkami Roland udał się do departamentu zagranicznego Telewizji Węgierskiej prosząc o zgodę na zaprezentowanie jego w Mannheim, Oberhausen czy w Wenecji, ale tam słyszeć nie chcieli o tym. Tymczasem czołowi twórcy z Telewizji Węgierskiej po obejrzeniu filmu napisali o nim swoje bardzo pochlebne zdania, między nimi Lucia Karsai, która po kilku tygodniach w tajemniczych okolicznościach tragicznie zmarła. Oficjalnie mówiono o „samobójstwie”, ale nieoficjalnie o mordzie! Bo Lucia Karsai była głęboko wierząca i nie miała żadnych powodów do tak drastycznego kroku! Koryfeuszy najbardziej raził jednak fakt, że Roland Antoniewicz w filmie tym zakwestionował słuszność istnienia w Budapeszcie (w każdej dzielnicy istniała jedna-dwie) blisko trzydziestu ulic, aleji, zaułków, czy placów Czerwonej Armii, Lenina i tym podobnych, chociaż dla przykładu w Paryżu jest tylko jeden bulwar Napoleona, w Londynie skwer Trafalgar, czy w Sztokholmie Nobelgatan!


Nie powiodła się także partyzancka akcja telewizyjnych partyjniaków z filmem „Reżyser — Pieśń o Rolandzie”, bo reporter kogo tylko zapytał się o zdanie o Rolandzie, licząc na to, że z kilku negatywnych zdań można będzie coś sklecić, Rolanda ośmieszyć — wszystcy jednak wyrażali się o nim bardzo pochlebnie i z szacunkiem! W końcu film trafił do pudełka bez puszczenia w eter w ramach dni filmów Studia Doświadczalnego KISZ-u Telewizji Węgierskiej, chociaż zainteresowanie filmem było ogromne. Niezależnie od tego, Roland przejściowo mógł odetchnąć i zrealizować jeszcze kilka filmów telewizyjnych, a nawet otrzymać zezwolenie na realizację współprodukcji dwóch departamentów programowych telewizji i jednego ze studiów wytwórni filmowej MAFILM, oraz kontynuować zdjęcia zapowiadającego się na wspaniałą komedię II części Labiryntu ulicznego, z udziałem takich aktorów, jak Lajos Balázsovits, István Szilágyi, András Bálint, Nóra Görbe, Erika Szegedi, Balázs Fakan, Ferenc Bencze, Mária Gór-Nagy i inni. Otrzymał także zezwolenie na realizację serii dokumentalnej „Pocztówka europejska”, w ramach której zrobił film o Swarzędzu, o poznańskiej Starówce, o archikatedrze w Poznaniu, o Gdańskiej Starówce i o Warszawie.


W sprawie Rolanda zarówno bezpieka jak i farmazoni z KC WSPR jednak nie dali za wygraną. Ponieważ Prezes Richárd Nagy nie śmiał przekreślać planów Wiceprezesa Miklósa Szinetára, „pan życia i śmierci” twórców kulturalnych, Wicepremier, Członek Biura Politycznego i Sekretarz KC WSPR György Aczél, zwolnił z funkcji Richárda Nagya i mianował nowym Prezesem Telewizji Węgierskiej swoją prawą rękę — kierownika wydziału Kultury, Nauki i Oświaty KC WSPR Mihálya Kornidesza, który wkrótce z dnia na dzień wyrzucił Rolanda z telewizji. Powoływał się na donos jednego z sekretarzy partyjnych instytucji, a zarazem Wicedyrektora Departamentu Prezydialnego, niejakiego Pála Csóka, który na kilku stronach spisał wierutne kłamstwa. Roland odwołał się do sądu, przedstawiając szereg, przez ponad rok mozolnie zdobytych w tej sprawie dokumentów, które storpedowały bujdy na resorach Pála Csóka. Wówczas ten wniósł do sądu sfałszowany dokument, którego uwierzytelnienia zażądał adwokat Rolanda. Dokument okazał się nader kiepskim falsyfikatem! Sąd w końcu zmuszony był przyznać rację Rolandowi Antoniewiczowi, oddalając wnioski podsądnych. Ale nic to nie pomogło, bo Mihály Kornidesz gwizdał na sąd, na prawo, na wyroki. Bo dla bolszewickiej hołoty prawo służyło tylko im, a przeciwko nim nie mogło zadziałać!


Sprawa ta przeciągała się całymi latami, Mihály Kornidesz uparcie obstawał przy swoim, aż w końcu Rolandowi znudziło się i poskarżył się swoim opozycyjnym przyjaciołom, spośród których kilku piastowało w komunie de iure wysokie, ale de facto czysto fikcyjne funkcje. Należał do nich László Nánási wraz z kilkoma innymi członkami Rady Prezydialnej WRL, dziennikarz Tibor Pethő, emerytowany pułkownik Kálmán Kéri, literaci Antal Végh i István Csurka oraz wielu innych. Wiedząc, że komuna na Węgrzech strasznie nie lubiła skandali, przy ich pomocy dokonał bezkrwawy zamach na Prezesa Telewizji Mihálya Kornidesza (napisał w ich imieniu poważny potok skarg na Kornidesza, wysłany do czołowych koryfeuszy komuny, który oni bez słowa podpisali i wysłali). Zamach okazał się bardzo skuteczny, bo zaledwie po pół roku, Mihály Kornidesz (oczywiście według bolszewickiego zwyczaju „przy uznaniu zasług”) trafił na śmietnik dla kadrowiczów: na stanowiska przeznaczone dla tych „towarzyszy”, którzy stali się niewygodni dla władzy bolszewickiej — na ambasadora w Korei Północnej, a potem w Tiranie. Efektem domino, Kornidesz pociągnął za sobą najpierw swojego bezpośredniego szefa György Aczéla (który w obawie przed represjami bezpieki uciekł do Wiednia), a potem pozostałych członków Biura Politycznego WSPR a także Rady Prezydialnej WRL, Prezydium Patriotycznego Frontu Ludowego oraz wielu posłów i członków KC WSPR![20] Spowodowało to wkrótce próżnię we władzy Janosza Kadara, w końcu utracenie przez niego sterów władzy i na końcu upadek komuny na Węgrzech.

Sprawa Anny DymnejEdytuj

AnnaDymna04.jpg

Anna Dymna - Foto: Roland Antoniewicz - do wolnej publikacji

Jancsó-AnnaDymna.jpg

Miklós Jancsó i Anna Dymna - Foto: Roland Antoniewicz - do wolnej publikacji

JancsóMiklós-AnnaDymna.jpg

Anna Dymna i Miklós Jancsó - Foto: Roland Antoniewicz - do wolnej publikacji

AnnaDymna01.jpg

Anna Dymna - Foto: Roland Antoniewicz - do wolnej publikacji

Annadymna.jpg

Anna Dymna

AndrzejWajdaRolandKósaFerencJancsóMiklós.jpg

Premiera Ziemi Obiecanej w Budapeszcie (od lewej: Andrzej Wajda, Roland Antoniewicz, Ferenc Kósa i Miklós Jancsó).

Znakomita krakowska aktorka ormiańskiego pochodzenia Anna Dymna (wówczas jeszcze Anna Dziadyk — Աննա Ջիադիկ, *1950), która przeżyła zamach bezpieki — sfingowany wypadek samochodowy na terenie Węgier, jeszcze jako studentka wyszła za mąż za opozycyjnego aktora i poetę Wiesława Dymnego, późniejszego wicedyrektora, autora tekstów i aktora znakomitego krakowskiego kabaretu Piwnica pod Baranami. Wiesław Dymny 12 lutego 1978 zmarł w tragicznych okolicznościach. Podobnie jak to wyreżyserowano w przypadku zamordowanego w Krynicy Morskiej ks. Sylwestra Zycha[21], również i w tym przypadku za powód śmierci kłamliwie podano „spożycie zbytniej ilości alkoholu”. Natomiast faktem jest, że chociaż Wiesław Dymny nie był abstynentem, nigdy nie pił do nieprzytomności! Bo doskonale wiedział, gdzie jest granica, kiedy trzeba kieliszek odłożyć i zasadę tą zawsze dotrzymywał! (Jak opowiedział raz Rolandowi Antoniewiczowi dyrektor Piwnicy Piotr Skrzynecki: „Owszem, Wiesiek pił, jak to prawie każdy pił wtedy w Polsce, ale zawsze do pewnych granic! Kiedy instynktownie czuł, że musi zakończyć picie — odstawiał niedopity kieliszek i powiedział »Tyle, nie więcej! Starczy!«


Fakt nienaturalnej śmierci podkreśla również to, że niejeden raz w jego życiu miał już miejsce „tragiczny wypadek”! (Między innymi wtedy, kiedy przebywał akurat w domu, dziwnym trafem wybuchł telewizor sowieckiej produkcji i całe mieszkanie Dymnych spłonęło! Cud, że Wiesław Dymny na czas go opuscił, nie odnosząc poważniejszych obrażeń! Dostał szoku...) Ale co więcej: nienaturalną śmierć Wiesława Dymnego podkreśla jeszcze inny bardzo ważny fakt: „wypadek” samochodowy Anny Dymnej na Węgrzech, który dosłownie tylko cudem przeżyła! Anna Dymna w okresie „wypadku” grała główną rolę w filmach Miklósa JancsóAllegro Barbaro“ (1978) i „Węgierska Rapsodia” (1978), w związku z tym codziennie odbywała wahadłową podróż taksówką między Krakowem i miejscowością Zánka nad Balatonem. Podczas jednej z takich eskapad, niedaleko Budapesztu, w miejscowości Göd, węgierski państwowy taksówkarz „wyprostował” zakręt i samochód wylądował w leżącym 4 metry niżej ogródku warzywnym. Śpiąca na tylnim siedzeniu Anna Dymna (tylko w czasie podróży mogła odpoczywać) odniosła cały szereg bardzo poważnych obrażeń. Przez długie miesiące leżała w szpitalu powiatowym im. Jávorszky w Vác, gdzie węgierscy lekarze w pocie czoła prowadzili bardzo twardą walkę o jej życie. Po wyjściu ze szpitala, Anna Dymna jeszcze przez dalsze długie miesiące odbywała rekonwalescencję w różnych sanatoriach w Polsce. Bo bez tego nie mogłaby kontynuować swojego zawodu. I tak straciła bardzo wiele cudownych ról i musiała pożegnać krakowski Teatr Stary, w którym dotychczas występowała.


W sprawie okoliczności tego „wypadku” przeprowadził szczegółowe dochodzenie jej przyjaciel i wielbiciel Roland Antoniewicz (jak podkreślił: „Ania była nie tylko nadzwyczaj zdolna, ale także piękna, była jak marzenie, bo również jest Ormianką, a nasze niewiasty są urocze”), który do dzisiaj cierpi na poważne wyrzuty sumienia, bo po długich perswazjach to on namówił swojego przyjaciela Miklósa Jancsó do zaangażowania Anny Dymnej![22] Roland Antoniewicz w latach siedemdziesiątych sprowadził do węgierskiego filmu ponad 250 znakomitych polskich aktorów i aktorek, wśród węgierskich reżyserów filmowych i telewizyjnych był głośnym specjalistą od „łatania luk” w obsadach węgierskich filmów. Bo w tych czasach węgierscy reżyserzy bardzo często borykali się z problemami obsadowymi, gdyż na Węgrzech było mało dobrych aktorów. (Była tylko jedna uczelnia kształcąca aktorów.)


Ponieważ Roland Antoniewicz od wielu lat również stale był represjonowany przez polską i węgierską bezpiekę, podświadomie potrafił odróżnić wypadek od morderstwa, bo sam cudem przeżył kilka spudłowanych zamachów i bezpieka stale deptała jemu po piętach! Anna Dymna wcześniej właśnie jemu opowiedziała, jakie „wypadki” doznał Wiesław Dymny i dlatego na wieść „wypadku” Anny Dymnej natychmiast rozpoczął drobiazgowe dochodzenie, bo doskonale wiedział, że był to podły zamach! Nie tylko dowiódł, że kierowca taksówki zasnął przy kierownicy i dlatego doznał wypadku, ale z wielkim trudem znalazł tą słowacką karczmę, która wówczas późnym wieczorem — wczesnej nocy była jeszcze otwarta. Tam dowiedział się, że kiedy kierowca taksówki poszedł do ubikacji (Anna Dymna spała wówczas na tylnim siedzeniu), dwóch tajemniczych przybyszów „dla żartu” wsypało jemu do kawy jakiś biały proszek, którą potem wypił. Ustalił nawet, że byli to esbecy, którzy przyjechali samochodem z polską rejestracją i akurat wtedy zatrzymali się przed karczmą, kiedy kierowca wszedł do środka za potrzebą i na kawkę. Czyli z pewnością podążali za taksówką! Roland Antoniewicz tylko jednej rzeczy nie potrafił ustalić: czy rzeczywiście byli to polscy esbecy, czy też ich węgierscy koledzy, którzy korzystali z samochodu z fałszywą polską rejestracją! Jedno jest pewne — jak podkreślił: „w słowackiej karczmie biegle rozmawiali po węgiersku z kelnerką o narodowości węgierskiej, nawet lepiej od niej, bo bez słowiańskiego akcentu...” Inny fakt przemawiający za zamachem: po „wypadku”, kierowcę ni stąd ni zowąd, nagle wezwano do wojska, a potem „znikł w sinej dali” — do dzisiaj nie mógł wpaść na jego trop![23]

Sprawa NSZZ SolidarnościEdytuj

BRUX01.jpg

Marsz protestacyjny Solidarności

Biszku-1968 fill 616x306.jpg

Béla Biszku i Janosz Kadar

LeszkowskiPálAtya-Roland-SztDomonkosTemplom1990-7.jpg

W 1988 r mszę świętą za Solidarność odprawia w Budapeszcie ks.Paweł Leszkowski - obok Roland Antoniewicz - ze zbiorów Rolanda Antoniewicza

Wałęsa-Popiełuszko-Jankowski - Foto Roland Antoniewicz.jpg

Lech Wałęsa-ks.Jerzy Popiełuszko-ks.Henryk Jankowski - Foto: Roland Antoniewicz - zdjęcie obiegło cały świat[24]

Polacy z Polonii węgierskiej i Węgrzy-polonofile zawsze stanowili dla węgierskiej komuny „element niebezpieczny”! Dlatego też koryfeusze WSPR i bezpieka odnosili się do nich z dużą powściągliwością i jeżeli tylko wynikła jakaś „polska sprawa” — zainteresowanie bezpieki w ich kierunku znów wzrastało. Tak było bezpośrednio po zakończeniu II wojny światowej, kiedy w interesie przejęcia władzy, bolszewicy musieli zmagać się z polonofilskimi członkami i kierownictwem Niezależnej Partii Drobnych Rolników (FKgP), tak było w okresie Rewolucji węgierskiej 1956 r i po jej krwawym zdławieniu i tak było w okresie powstania Solidarności! Pod koniec lat siedemdziesiątych i na początku lat osiemdziesiątych, kiedy w Polsce ruch Solidarnościowy stawał się coraz popularniejszy, koryfeusze węgierskiej komuny z przerażeniem śledzili bieg wydarzeń! Béla Biszku — morderca tłumów w okresie Rewolucji 1956 r i po jej zdławieniu Minister Spraw Wewnętrznych, który raport o każdej jednej egzekucji uczestnika Rewolucji wielokrotnie przeczytał z chichotem (Okres ministerstwa spraw wewnętrznych Béli Biszku jest bezprzykładny w całej historii Węgier: nie było takiego poprzednika czy następcy na czele resortu, podczas działalności którego wymordowanoby tyle ludzi![25]), później Sekretarz KC i Członek Biura Politycznego WSPR, z pianą na ustach pobiegł do Członka Biura Politycznego WSPR, Wiceprzewodniczącego Rady Prezydialnej WRL, Prezesa Ogólnokrajowej Rady Związków Zawodowych Sándora Gáspára i zażądał od niego, ażeby natychmiast wydał komunikat o tym, że węgierski ruch związkowy odgranicza się od niego, »bo program Solidarności jest sprzeczny z marksizmem-leninizmem i światłymi tradycjami ruchu robotniczego, z węgierską racją stanu«.


Żądaniu Béli Biszku stało się zadość i Solidarność oraz sympatycy Solidarności znaleźli się na czarnej liście, a na granicy węgiersko-czechosłowackiej urzędnicy celni nagle z wielkim impetem zaczęli badać pociągi, autobusy i samochody przybywające z Polski, szukając u turystów odznak, proporczyków i literatury Solidarnościowej! To jamniczek Janosza Kadara, Béla Biszku był tym, który wydał polecenie III. Głównemu Zarządowi MSW (bezpieka), ażeby »każdego jednego żyjącego na Węgrzech Polaka oraz Węgra-polonofila objęto „działaniami operacyjnymi”: obserwowano, kontrolowano ich korespondencję, nasłuchiwano ich telefony i o tym na bieżąco i regularnie przekazywano jemu meldunki.« Związek Sowiecki i Rosjan zawsze chwalił z narkotycznym rozpływaniem się, żałośnie nadmieniając: »a dlaczego nie możemy być sowiecką republiką?!?« Wielokrotnie mówił: »No, towarzysz Rákosi jednak to potrafił..., on to wiedział, jak zrobić porządek, nie patyczkował się!...«[26] Nic więc dziwnego, że Roland Antoniewicz po powrocie na Węgry w 1967 r, cokolwiek zrobił, wiedziano już o tym w „białym domu” — siedzibie KC WSPR! Przynajmniej do pewnego czasu, bo bardzo szybko nauczył się w jaki sposób stać się cichociemnym i jak można z bolszewików zrobić „wariatów”! Ale jego ostrożność nie zawsze udawała się, chociaż o aktualnych niebezpieczeństwach czychających na niego, stale otrzymywał informacje i ostrzeżenia od swoich opozycyjnych przyjaciół, których miał bardzo wielu! Nawet w „jaskinii lwa” — w najwyższych bastionach władzy! Kłamstwem byłoby powiedzieć, że Roland Antoniewicz cokolwiek zrobił, nie bał się! Strasznie bał się! Ale potrafił przełamać bojaźń, nie myśleć o niej i zastosować szereg profilaktycznych środków ostrożności...

Mordy PolityczneEdytuj

Szyakiewicz„Névjegy“.jpg

W 1981 r z braku wizytówki, Roland Antoniewicz i jego węgierscy przyjaciele otrzymali takie „wizytówki” zastępcze...

Po założeniu NSZZ "Solidarność" Roland Antoniewicz zaprosił do Polski swoich przyjaciół — słynnych węgierskich opozycjonistów - Grácię Kerényi[27], Prof.dr.Jánosa Elberta, reż.Gábora Bódy, Lajosa Kizmana[28], literata Zoltána Fábiána[29], Dénesa Csengey'ego, ks.hr.Istvána Keglevicha[30] oraz prof.dr.płk.Istvána Hajdu[31], spośród których niejeden wielokrotnie towarzyszył jemu do Polski, gdzie przedstawił ich w Poznaniu Wiceprezesowi NSZZ Solidarność Region Wielkopolska, Jackowi Szynakiewiczowi, w Gdańsku ks. kanonikowi Henrykowi Jankowskiemu i Lechowi Wałęsie, w Warszawie ks.Jerzemu Popiełuszce i innym. Po powrocie węgierskich opozycjonistów do Budapesztu, tamtejsza władza wydała na nich wyroki śmierci, kolejno ich mordując, ale zamordowno także innych jego przyjaciół, jak na przykład kierowniczkę sekcji dramaturgii dubbingu i udźwiękowienia filmów Telewizji Węgierskiej Lucię Karsai, która bardzo pochlebnie wyraziła się o pierwszym filmie Rolanda Antoniewicza. Roland sam przeżył kilka spudłowanych zamachów.


Sprawa Prof.dr.Jánosa ElbertaEdytuj

3527-Elbert-Janos-180x180.jpg

Prof.dr.János Elbert

Prof.Dr. János Elbert (*Budapeszt, 17 kwietnia 1932 – †Siófok?, 9 marca 1983), Osoba szczególnie zasłużona dla Polski, rzymski-katolik pochodzenia żydowskiego, polonofil, historyk literatury, tłumacz literatury polskiej i rosyjskiej, profesor Wyższej Szkoły Teatralno-Filmowej w Budapeszcie, uczony — dyrektor Instytutu Teatralnego w Budapeszcie, działacz opozycyjny w WRL, ofiara bezpieki, był przyjacielem Rolanda Antoniewicza, Grácji Kerényi, Gábora Bódy, Ks.hr.Istvána Keglevicha, Lajosa Kizmana, Zbigniewa Herberta, Wiesława Dymnego, Zoltána Fábiána, Prof.dr. Sándora Győriványiego, dr.Józsefa Antalla juniora i innych polonofilów oraz polskich i węgierskich opozycjonistów.


Zmarł w dosyć tajemniczych, do dzisiaj przez władze jeszcze nie wyjaśnionych okolicznościach. Zwłoki uczonego wiosną 1983 roku znaleziono w Balatonie, kilka kroków od brzegu, w wodzie sięgającej po kostki, między molem i hotelem Napfény w Siófok. Przed śmiercią ponoć zajrzał do ośrodka wczasowego górników, ale nie jest wykluczone, że zamordowano jego w Budapeszcie, zwłoki dopiero później wrzucono do Balatonu, a w domu wczasowym górników i innych miejscach pojawił się jego sobowtór skierowany przez bezpiekę. Niedługo po jego śmierci, w tajemniczych okolicznościach zmarł jego syn, a potem żona, a w końcu naoczny świadek morderstwa czy też wrzucenia zwłok Jánosa Elberta do Balatonu — portier hotelu Napfény w Siófok, Tamás Sándor.[32] Przez długie lata po Węgrach krążyły różne dzikie plotki generowane przez bezpiekę i mające za cel nie tylko odwrócenie uwagi od faktycznych morderców, ale także zniesławienie denata. Metoda typowo made in KGB stosowana nagminnie w przypadku polskich i węgierskich opozycjonistach w WRL, z którymi bezpieka postanowiła nie tylko rozliczyć się, ale skutecznie wytrzeć ich pamięć!


Wszystcy Węgrzy, którzy próbują rozgryźć przyczyny tajemnicy śmierci Jánosa Elberta i jego rodziny, zupełnie zapominają o jednej i to najważniejszej rzeczy: o polskiej nitce w życiorysie uczonego![33] Ale niestety i o tym nie mają zielonego pojęcia, że mają do czynienia z całą serią politycznych zabójstw i prób mordu, dokonanych według ścisłego harmonogramu! Bo na początku lat osiemdziesiątych bezpieka dokonała cały szereg spudłowanych zamachów na jego przyjaciela Rolanda Antoniewicza oraz zamordowała Zoltána Fábiána, Grácję Kerényi, Gábora Bódy i wielu innych Węgrów - polonofilów, którzy nawiązali kontakt, a nawet współpracowali z Solidarnością! János Elbert od młodzieńczych lat przyjaźnił się z rodzina Antoniewiczów, często odwiedzał ich w Poznaniu, a po powrocie Rolanda Antoniewicza do Budapesztu, byli ze sobą w stałym kontakcie. I to zobowiązało Rolanda do przeprowadzenia drobiazgowych śledztw w sprawie tajemniczych morderstw, których ofiarami kolejno stali się jego najbliżsi przyjaciele! Wyniki tych śledztw opisuje w swojej książce, od ponad dwudziestu lat oczekującej wydania i wydawcy![34][35] Nie przypadkowe są trudności z pojawieniem się tego dzieła na rynku księgarskim! Mordercy i ich mecenasi do dzisiaj żyją na Węgrzech i czynią wszystko, żeby prawda nie wydała się! Materiały dowodowe oficjalnych śledztw w tych wszystkich sprawach ostęplowano pieczęcią „ściśle tajne na okres 70 lat“! Już i ten fakt mówi za siebie! Co więcej: nawet na pogrzeby swoich ofiar wysłano kapusi do obserwowania i fotografowania wszystkich obecnych! Bo polonofile i opozycjoniści nawet po swojej śmierci byli dla nich nader groźni! Starali się więc wymazać ich pamięć na zawsze, czemu służyło instytucjonalne zniesławianie ich poprzez stek plotek oraz media, które bardzo ściśle kontrolowali![36]

Sprawa reż.Gábora BódyEdytuj

BódyGábor.jpg

reż. Gábor Bódy

Gábor Bódy (*1946 †1985) znakomity węgierski i ogólnoeuropejski reżyser filmowy i telewizyjny, aktor, literat, teoretyk filmowy, twórca nowego kierunku filmowego „nowej narratywności”. Osoba szczególnie zasłużona dla Polski. Na podstawie poematu Sándora WeöresaPsyché”, stworzył film kostiumowy Narcyz i Psyché (1980), który reprezentował przedstawianie faktów historycznych w nowym zwierciadle i był największym filmem węgierskim lat osiemdziesiątych.Spotkanie Gábora Bódy z Sándorem Weöresem było kulturową randką dwóch największych twórców węgierskich! Należał do opozycji antybolszewickiej, przepadał za Solidarnośćią i współpracował z nią razem ze swoimi przyjaciółmi — z Grácią Kerényi, Rolandem Antoniewiczem, Prof.dr.Jánosem Elbertem, Zoltánem Fábiánem, ks.hr.Istvánem Keglevichem, prof.dr.płk.Istvánem Hajdu, Lajosem Kizmanem i innymi. Został zamordowany przez bezpiekę. Jego największym dziełem był film fabularny „Nárcisz és Psyché” (Narcyz i Psyché) (1981), który zdobył główną nagrodę na krajowym festiwalu filmowym, a potem pokazano w Cannes i w Locarno, gdzie zdobył Brązowego Lamparta. Potem w Figuera de Foz otrzymał nagrodę CIDALC, trafił do repertuaru festiwalów filmowych w Sevilla, Mannheim, San Francisco oraz Berlina Zachodniego.


Podczas realizacji tego filmu, Gábor Bódy bardzo często wyjeżdał do Polski z Rolandem Antoniewiczem, gdzie przy okazji nie tylko po raz pierwszy (ale nie ostatni, bo Roland przedstawił jego również innym działaczom Solidarności, m.inn. ks.Jerzemu Popiełuszce!) spotyka się z Solidarnością, ale w drugim rodzinnym mieście Rolanda, w Poznaniu zostaje przedstawiony Wiceprezesowi Regionu Wielkopolska, Jackowi Szynakiewiczowi, od którego otrzymał pamiątkowe proporczyki Solidarności, które do końca życia strzegł jak skarbu. Po jego „dziwnej” śmierci 24 października 1985 r (znaleziono jego w wannie z podciętymi żyłami, podczas kiedy „słuchał radia”... tymczasem samobójstwo było kardynalnie sprzeczne zarówno z tym, że był głęboko wierzącym i praktykującym katolikiem, jak i faktem, że życie cenił ponad wszystko) wszystkie proporczyki znikły, stanowiąc dowód tego, że nie „popełnił samobójstwo”, a zamordowała jego bezpieka! Również jego żona oraz przyjaciel Roland Antoniewicz są zdania, że doszło do morderstwa! Dowodem na mord bezpieki jest to, że podobnie do Prof.dr.Jánosa Elberta po śmierci zaczęto o nim rozpuszczać zniesławiające bzdurne plotki o tym, że ponoć był agentem bezpieki.


Sprawa poetki Grácji KerényiEdytuj

Kerényi Grácia költőnő.jpg

Grácja Kerényi

Grácja Kerényi (ur. 9 kwietnia 1925 roku w Budapeszcie, zm. 7 kwietnia 1985 roku tamże) - węgierska poetka, węgiersko-polska tłumaczka literatury pięknej, badaczka polskiej literatury pięknej, eseistka; w okresie okupacji niemieckiej członek polskiego ruchu oporu na Węgrzech, opozycjonistka w WRL i PRL, w latach osiemdziesiątych uczestniczka polskiego ruchu solidarnościowego. Nienawidziła hitlerowców i komunistów. Gorąco przepadała za Polakami, za Polską, a potem za Solidarnością, [[Polska▒ stała się jej drugą ojczyzną. Osoba szczególnie zasłużona dla Polski.


800px-KerényiGrácia FőTér2.jpg

Dwujęzyczna tablica pamiątkowa na cześć Grácji Kerényi odsłonięta przy placu Fő tér w Óbuda

Na początku lat osiemdziesiątych Grácia Kerényi razem z Rolandem Antoniewiczem, Gáborem Bódy, Zoltánem Fábiánem, ks.Istvánem Keglevichem i Jánosem Elbertem, wzięła udział zarówno w polskich jak i węgierskich ruchach opozycyjnych, w wyniku czego już nie tylko węgierska bezpieka, ale również polskie SB zaczęło ją coraz bardziej nerwowo obserwować. A nawet sowieckie KGB, bo przecież razem z Rolandem Antoniewiczem, Jánosem Elbertem, Lajosem Kizmannem, Gáborem Bódy, ks.hr. Istvánem Keglevichem i innymi coraz głośniej podkreślała, że Sowieci są pospolitymi mordercami, bo wbrew Konwencji Genewskiej , w Katyniu bezlitośnie zamordowali bezbronnych polskich oficerw — jeńców wojennych, oraz że również oni są winni wybuchu II wojny światowej przez to, że we wrześniu 1939 roku Stalin wspólnie z Hitlerem napadł na Polskę i dlatego Sowieci winni są Polsce zadośćuczynienia. Znów przeprowadziła się do Warszawy, aktywnie pracując na rzecz Solidarności, ale w międzyczasie coraz częściej jeździła do Segedynu, ażeby tu odbierać od kurierów nadchodzące z Zachodu przez Jugosławię dla Solidarności, nielegalne przesyłki pieniężne i inne ważne przesyłki. (W razie niemożności jej wyjazdu, zastępowała ją węgierska kolejarka z Debreczyna Tiborné Gombos, którą później zamordowała bezpieka polskim Tenczynie.) Bardzo często jeździła wtedy do Polski z Rolandem Antoniewiczem, Lajosem Kizmannem, Jánosem Elbertem, Dénesem Csengey, Ottilią Solt, Zoltánem Fábiánem, ks.hr.Istvánem Keglevichem, czy akurat z Gáborem Bódy, bo wówczas jej podróż zbytnio nie rzucała się w oczy celników i wopistów. Ale przyczyną tego był także fakt, że chociaż posiadała własnego trabanta, nie lubiła prowadzić samochodu, kierownicę powierzając przyjaciołom i znajomym. Dzięki Rolandowi Antoniewiczowi nawiązała stały kontakt z ks. Jerzym Popiełuszką, a na wieść jego podłego i bezlitosnego zamordowania, napisała do władz PRL ostry list protestacyjny.


Jesienią 1984 roku Grácja doznała niewyjaśnionego do końca wypadku samochodowego, sfingowanego przez bezpiekę i przez długi czas z ciężkimi kontuzjami leżała w szpitalu, gdzie zmarła 7 kwietnia 1985 roku. Chociaż jej przyjaciele-opozycjoniści stale odwiedzali ją, nie potrafiła wykrztusić z siebie ani jednego słowa nie tylko na temat tego wypadku. Roland Antoniewicz przeprowadził jednak szeroko zakrojone śledztwo w tej sprawie, dochodząc do wniosku, że sprawcami nie tylko tego wypadku byli funkcjonariusze bezpieki. Bowiem w podobnie tajemniczych okolicznościach zmarli jego wspólni z Grácją przyjaciele: prof. dr. János Elbert, sekretarz Związku Literatów Węgierskich, poeta i pisarz Zoltán Fábián, reżyser Gábor Bódy i inni, a przeciwko Rolandowi również dokonano wtedy klika nieudanych zamachów i w końcu wyrzucono jego z Telewizji Węgierskiej, gdzie był redaktorem-reżyserem-scenarzystą, twórcą wielu opozycyjnych filmów. Materiały tego śledztwa Roland Antoniewicz opisał w książce Titokzatos gyolkosságok országszerte (Tajemnicze morderstwa po całym kraju), która oczekuje wydania i wydawcy. Ulica Grácji Kerényi w Budapeszcie. Z okazji 85-ej rocznicy jej urodzin, w budapeszteńskiej dzielnicy Óbuda nazwano jej imieniem i nazwiskiem ulicę. W uroczystości odsłonięcia tablicy pamiątkowej obok Wiesławy Czapińskiej i Jacka Bocheńskiego, udział wziął Ambasador RP Roman Kowalski.



Sprawa Prof.Dr.Płk.Jánosa Józsefa HajduEdytuj

Hajdú István János 01.jpg

Prof.dr.płk.János István Hajdú

Prof.dr.płk.János István Hajdú
(*Recsk 1932 †Budapeszt 1987) — węgierski zawodowy oficer wojskowy, profesor uniwersytecki, prorektor, pułkownik, dziennikarz, dokumentator prasowy, zapalony polonofil, rzymski katolik, opozycjonista w WRL, męczennik — ofiara komuny, kuzyn literata, członka Węgierskiej Akademii Nauk, ministra Prof.dr.Dezső Keresztury. Osoba szczególnie zasłużona dla Polski.


Kiedy na początku lat osiemdziesiątych Jánosa Istvána Hajdú awansowano do stopnia pułkownika i chciano przenieść do bezpieki, zdobył zaświadczenie lekarskie o tym, że dotychczasowa służba psychicznie nadzwyczaj nadwyrężyła jego. To zupełnie wystarczyło do jego zdemobilizowania i przejścia na emeryturę. W 1986 r Roland Antoniewicz poradził jemu do objęcia pracy archiwisty prasowego w wydawnictwie Pallas Lap- és Könyvkiadó Vállalat, gdzie pracował i namówił swojego szefa „o zatrudnienie towarzysza pułkownika”… Oboje głośno zachichotali, kiedy Jánosa Istvána Hajdú bez sprzeciwu przyjęto na stanowisko archiwisty prasowego. Od dawna bardzo dobrze znali się i byli przyjaciółmi, bo „swój” zawsze bardzo szybko znalazł drugiego polonofila i opozycjonistę. Roland Antoniewicz już nie pamięta, kiedy i gdzie po raz pierwszy spotkali się, bo János István Hajdú mieszkał niedaleko wytwórni filmowej MAFILM, gdzie Roland pracował na drugim etacie, ale często spotykali się także w Lengyel Kultúra — wówczas OIKP, obecnie znów Instytut Polski, który był częstym miejscem spotkań polonofilów. Ale spotykali się także w kościele polskim w dzielnicy Kőbánya przy ulicy Óhegy, bo János István Hajdú za wszelką cenę chciał udoskonalić swoją znajomość języka polskiego. To było także powodem faktu, że kilkakrotnie wyjechał z Rolandem i jego kompanami do PRL, ażeby zapoznać się z Solidarnością i poznać nowych przyjaciół. Znalazł nawet Polkę — kandydatkę na narzeczoną, ale do ślubu już nie doszło, bo bezpieka zamordowała jego. Bowiem dla węgierskiej bezpieki wszystcy członkowie Polonii Węgierskiej i Węgrzy - polonofile byli bardzo podejrzani i niebezpieczni. Obserwowano ich, nasłuchiwano ich telefony, cenzurowano ich listy. A za namową Rolanda, Pityu (zrobniała forma od imienia István - fonetycznie „pićju” – to imię używał Prof.dr.płk. János István Hajdú) zdobywał w MSW ściśle tajne informacje o tym, przeciwko komu bezpieka chce wystąpić, kto wpadł w pole ich widzenia. Co więcej: pewnego dnia zdobył i przekazał jemu ściśle tajny spis oficerów bezpieki, innym razem kapusiów.


Śmierć Jánosa Istvána Hajdú początkowo zaksięgowano jako „przypadkowe zatrucie nadmiarem lekarstw”, ale wkrótce przedefiniowano na „samobójstwo”. Pochowano jego na cmentarzu w rodzinnej miejscowości Nemesgulács. Na pogrzeb dwoma zapchanymi autobusami i ponad setką samochodów przyjechali jego byli koledzy z pracy, wychowankowie, znajomi i przyjaciele. Między nimi bardzo wielu Polaków i Węgrów-polonofilów. Wszystcy zawsze odnosili się do niego z głębokim poważaniem, szacunkiem i miłością. Mszę świętą żałobną odprawiono w miejscowym kościele z udziałem tłumów. A MSW nie opublikowało nawet króciótkiego nekrologu, chociaż w innych przypadkach było to wręcz bowiązkowe. Nie byli również obecni na pogrzebie przedstawiciele kierownictwa MSW i Ambasady PRL w Budapeszcie, chociaż człowiek ten razem ze swoim ojcem odniósł ogromne zasługi dla Polski i przyjaźni polsko-węgierskiej. Cóż: nastały zupełnie inne czasy, a pozatym Pityu nie był komunistą...



Sprawa literata Zoltána FábiánaEdytuj

Zoltán Fábián - Fot.Wikipedia-Roland Antoniewicz-do wolnej publikacji.jpg

Zoltán Fábián - fot: Wikipedia Roland Antoniewicz - do wolnej publikacji

Zoltán Fábián,
jako twórca książek fantastyczno-naukowych A. F. Bian (Nyíregyháza, 30 stycznia 1926. – Szentendre, 2 maja 1983) — węgierski poeta, pisarz, dziennikarz, polonofil, laureat nagrody państwowej im. Attila József (1952), oraz nagrody CRZZ (1974). W latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia należał do nowego pokolenia twórców literackich. Przepadał za Polską i Polakami, a potem za Solidarnością. Kulminacyjnym punktem tej żywiołowej przyjaźni był napisany po węgiersku wiersz z polskim tytułem Żal, opublikowany w zbiorze Íme, Európa (Oto Europa). Jako jeden z członków kierownictwa Związku Literatów Węgierskich, Zoltán Fábián bardzo szybko nawiązuje przyjaźń z opozycyjnymi literatami, dziennikarzami, twórcami i uczonymi węgierskimi – zapalonymi polonofilami: Grácia Kerényi,Ottília Solt, János Elbert, Roland Antoniewicz, Dénes Csengey, Péter Kuczka, Tibor Pethő, Endre Kovács, Gyula Antalffy, Klára Fehér, Gábor Antal, dr.József Antall, György Krassó, István Simon, Mihály Váci, Gábor Bódy i inni, z którymi do śmierci przyjaźni się. Osoba szczególnie zasłużona dla Polski.


W 1970 r dzięki sportowcowi Lajos Kizmann, ziomkowi z niedalekiego od stolicy województwa Nyíregyháza — miasteczka Kisvárda, Zoltán Fábián poznaje i zostaje przyjacielem Rolanda Antoniewicza, biorąc udział w organizowaniu kategorycznie zabronionego przez bezpiekę i władze partyjne Towarzystwa Przyjaźni Węgiersko-Polskiej, wciągając do tej pracy poetów Mihály Váczi oraz István Simon, którzy w równie tajemniczy sposób umierają jak on sam. Kiedy bezpieka udaremnia dalszą działalność organizacyjną, Zoltán Fábián za poradą Rolanda Antoniewicza wypiera się przyjaźni. Spotykają się już nie w gmachu związku literatów na przeciwko Ambasady PRL w Budapeszcie na rogu ulicy Bajza i aleji Gorkij fasor (dzisiaj Városligeti fasor), a w jego domku rodzinnym w Leányfalu w Zakolu Dunaju. Podczas kiedy Zoltán Fábián przepada za Polską i Polakami, żona Maria za Ormianami. Przyczyną tego był fakt, że za poradą Rolanda Antoniewicza, corocznie wyjeżdała do sowieckiej Armenii z powodzeniem leczyć swoje najróżniejsze dolegliwości. Przy okazji przywoziła dla Rolanda niedostępne tutaj książki i czasopisma ormiańskie. Pod koniec lat siedemdziesiątych i początku osiemdziesiątych bardzo często jeździ do Polski, gdzie jego przyjaciel Roland Antoniewicz, przedstawia jego najróżniejszym opozycjonistom, działaczom kościelnym, Solidarności i KOR. Zoltán Fábián spotyka się z ks.ks. Jerzy Popiełuszką i Henrykiem Jankowskim, z krakowskimi działaczami opozycyjnymi i z literatami zbytnie nie sympatyzującymi z komuną. Fakt ten wywołał wściekłość węgierskiej bezpieki, która bez namacalnych dowodów, oficjalnie nie mogła oskarżać takiego członka kierownictwa Związku Literatów Węgierskich i Patriotycznego Frontu Ludowego, którego pierwszoplanowym zadaniem było właśnie nawiązywanie kontaktów zagranicznych przede wszystkim z bratnimi organizacjami. Pojawienie się w jego biurze symboli solidarnościowych doprowadziło do tajnego mordu, sfingowanego jako wypadek samochodowy. Przejechano jego na 20 metrów szerokiej zebrze, łączącej stację końcową Budapeszteńskiej Koleji Dojazdowej (BHÉV) w Szentendre z chodnikiem prowadzącym do centrum miasta i przystanku autobusu do Leányfalu.


Sprawa dramaturga Lucii KarsaiEdytuj

Karsai Lucia.jpg

Lucia Karsai

Lucia Karsai (Budapeszt, 4 listopada 1929Budapeszt, 8 marca 1984) węgierska pedagog, tłumaczka literatury pięknej, dramaturg i tłumaczka dubbingu filmowego, lureatka nagrody państwowej im. Balázs Béla (1979), ofiara komuny, zamordowana przez bezpiekę.


Zmarła w bardzo dziwnych okolicznościach 8 marca 1984 roku. Kilka lat przed śmiercią żaliła się Rolandowi Antoniewiczowi, że „jacyś nieznajomi stale drepczą za nią i strasznie ją to denerwuje...”. Po długiej rozmowie doszli do wniosku, że to bezpieka inwigiluje ją. Powodem śmierci było to, że aktywnie pomagała Rolandowi Antoniewiczowi w zrealizowaniu pierwszego filmu autorskiego „Utcalabirintus” (Labirynt uliczny), udzielając jemu cały szereg bardzo pożytecznych rad. A kiedy obejrzała gotowy już film, również pisemnie bardzo pochlebnie wyraziła się o nim. A to było wręcz przeciwne z tymi zamierzeniami WSPR i bezpieki, których celem było uniemożliwienie Rolandowi Antoniewiczowi dalszej działalności reżyserskiej i wyrzucenia jego z Magyar Televízió za wszelką cenę. Nie jest także wykluczone, że jej „grzechem” była także polonofobia, bo (jak większość Węgrów) przepadała za wszystkim co polskie. Według oficjalnego komunikatu komuny „popełniła samobójstwo“, co było absurdem, bowiem Lucia Karsai była bardzo wierzącą i praktykującą katoliczką. Zdaniem wielu jej znajomych i przyjaciół zamordowała ją bepieka. Jedną z przyczyn morderstwa mógł być również fakt, że jej mąż: Elek Karsai, był oficjalnym historiopisarzem komuny, fabrykującym z historii Węgrów zdegenerowany i fałszywy obraz sklecony w Moskwie, a przyjaźń żony z Rolandem Antoniewiczem oraz aktywne popieranie jego przez nią, dla wielu bolszewickich wymiocin było nader denerwujące. Pochowano ją na cmentarzu komunalnym Farkasrét w Budapeszcie z udziałem bardzo wielu kolegów i przyjaciół. [37]

LiteraturaEdytuj

  • Roland Antoniewicz: A parancs megölni - titokzatos gyilkosságok országszerte (Rozkaz: zabić - Tajemnicze morderstwa po całym kraju) - o mordowaniu węgierskiej opozycji - polonofilów) - wspaniałe węgiersko-języczne dzieło ilustrowane setkami zdjęć i dokumentów, od ponad 20 lat oczekujące na wydanie i wydawcę.
  • Roland Antoniewicz: A bolsevik gestapo szorításában I-II (W mackach bolszewickiego gestapo I-II - wspomnienia) - wspaniałe obszerne węgiersko-języczne dzieło ilustrowane tysiącami zdjęć i dokumentów, od ponad 20 lat oczekujące na wydanie i wydawcę.
  • Roland Antoniewicz: Koryfeusze węgierskiej komuny i ich wrogowie.- wspaniałe polsko-języczne abecadło biograficzne, ilustrowane wieloma zdjęciami i dokumentami, od ponad 20 lat oczekujące na wydanie i wydawcę.

PrzypisyEdytuj

  1. http://www.kritikaonline.hu/kritika_11marcius_nove.html
  2. http://www.mult-kor.hu/20120925_magyar_irok_szilenciumban
  3. http://rs1.szif.hu/eltegyor/paragrafus/az%20ujsag/aprilis/ertelit.htm
  4. http://www.google.hu/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=10&cad=rja&sqi=2&ved=0CFkQFjAJ&url=http%3A%2F%2Fwww.websonic.hu%2Fpublic%2Ftg%2Fsuli%2F4%2Ffile%2Fa_konykereskedelem_M.on.doc&ei=jl-gUfz4KIKMOKy4gPAE&usg=AFQjCNEnjeXSYUQBkUfdtQs_vDKLKj0K1g&sig2=NRmfkMOxy-GS2Ij_LL1nRQ&bvm=bv.47008514,d.bGE - Kókay György: A könyvkereskedelem Magyarországon
  5. http://www.filmpolski.pl/fp/index.php/12527
  6. http://www.port.hu/utkozben/pls/fi/films.film_page?i_film_id=37277&i_city_id=-1&i_county_id=-1&i_where=2&i_topic_id=2
  7. http://www.port.hu/kojak_budapesten/pls/w/films.film_page?i_film_id=9225)
  8. W Polsce wydała Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza w 1986 - ISBN 832053769, na Węgrzech pod tytułem „Jó barátok görbe tükörben” wydało Gondolat Könyvkiadó w 1987 r - ISBN 963-281-868-7
  9. http://hu.metapedia.org/wiki/Biszku_B%C3%A9la
  10. http://www.bem.hu/index.php/historia/15-polskie-stowarzyszenie-kulturalne-im-jozefa-bema-na-wgrzech
  11. http://hu.metapedia.org/wiki/Dr._Eperjesi_L%C3%A1szl%C3%B3
  12. Notatka półopozycyjnego dziennika Magyar Nemzet z 27 sierpnia 1974 r pt „Életmentő” o tym, że 28-letni Roland Antoniewicz uratował życie pewnego starca, W.Na. Martona.
  13. http://hu.metapedia.org/wiki/Harangoz%C3%B3_Szilveszter
  14. Na przykład: Akta z Történeti Hivatal — Állambiztonsági Szolgálatok Történeti Levéltára plik nr. 35352 nr.r.207, 208, 209, 210; plik nr.V-155081 nr.nr. 27 (77-342/1970), 73 (III/26), 74 (3/6/220), 76 (38-272/70 - 9/239), 77, 78 (3/6/487), 79 (6-291-1/70), 81 (77-342/1970), 82 (127-323/1970), 92 (4-2494 - 3-2472 - 3/1-972), 93, 94, 95 (4/7-1511)
  15. Na przykład: Akta z Történeti Hivatal — Állambiztonsági Szolgálatok Történeti Levéltára plik nr. V-167218 nr.nr. 00043/A-1393-69, 00044/50/11/69, 00045, 00046, 00047
  16. Most még minden rendben van, de a Szovjetunióban olyan belpolitikai problémák vannak, melyek miatt külpolitikai pozicóit előbb-utóbb fel kell adnia Kelet-Európában. És ekkor a lengyel-magyar kapcsolatokat európai szintre kell emelni. Ez a kapcsolat lesz a záloga Közép-Európa békéjének. Ennek érdekében a közelmúlt nagyszerű hagyományait, a két nép barátságát bizonyítanunk kell. A mi nemzedékünk fog rendet teremteni egy Szovjetúnió nélküli Közép-Európában, ezért a közös hagyományokat ébren kell tartani.” M-35352 (2/208 old.) BM III/III-4-b „Pálos” Sági R. hdngy 1970.szeptember 21. — Történeti Hivatal — Állambiztonsági Szolgálatok Történeti Levéltára — Szigorúan Titkos!
  17. http://4.bp.blogspot.com/-R3xcOoHb4no/T4Mwu4sDPbI/AAAAAAAACW8/JGNQ-9MIMpU/s1600/Kossuth-MitKellTudLengyelo-ASzerz%25C5%2591d%25C3%25A9s.jpg
  18. Panoráma Kiadó, Budapeszt, 1967. ISBN 963-243-001-8
  19. Ewangelia według Świętego Łukasza 10:27 — Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Biblia Tysiąclecia, wydanie III, Wydawnictwo Palottinum, Poznań-Warszawa 1982
  20. http://hu.metapedia.org/wiki/Kornidesz_Mih%C3%A1ly
  21. Marek Zieleniewski: Rozkaz: zabić! Piła, Angraf, 1990.
  22. Roland Antoniewicz: A parancs megölni - titokzatos gyilkosságok országszerte (Rozkaz: zabić - Tajemnicze morderstwa po całym kraju) - o mordowaniu węgierskiej opozycji - polonofilów) - wspaniałe węgiersko-języczne dzieło ilustrowane setkami zdjęć i dokumentów, od ponad 20 lat oczekujące na wydanie i wydawcę.
  23. http://hu.metapedia.org/wiki/Anna_Dymna
  24. http://www.krakowpost.com/article/1272
  25. http://hunhir.info/index.php?pid=hirek&id=45145
  26. http://hu.metapedia.org/wiki/Biszku_B%C3%A9la
  27. http://3.bp.blogspot.com/-RVLjJhJhLJQ/TwM64BdJAmI/AAAAAAAABU4/WXP2sWCr6CM/s1600/Clipboard11.jpg
  28. http://www.nyiregyhazinaplo.hu/index.php/helyi-hirek/591-hsok-napja
  29. http://mek.niif.hu/00300/00355/html/ABC03975/04002.htm
  30. http://2.bp.blogspot.com/-QZU-SPSZ9IQ/TtF1ZRHts7I/AAAAAAAABCU/HrDCGFsdxxI/s1600/22.jpg
  31. http://1.bp.blogspot.com/-77WY_AtXuuE/TwM7y8BQ_EI/AAAAAAAABVE/pKBsn-9pRo0/s1600/Clipboard12.jpg
  32. http://hu.metapedia.org/wiki/Elbert_J%C3%A1nos
  33. Roland Antoniewicz: A parancs megölni - titokzatos gyilkosságok országszerte (Rozkaz: zabić - Tajemnicze morderstwa po całym kraju) - o mordowaniu węgierskiej opozycji - polonofilów - wspaniałe węgiersko-języczne dzieło ilustrowane setkami zdjęć i dokumentów, od ponad 20 lat oczekujące na wydanie i wydawcę.
  34. Roland Antoniewicz: A parancs megölni - titokzatos gyilkosságok országszerte (Rozkaz: zabić - Tajemnicze morderstwa po całym kraju) - o mordowaniu węgierskiej opozycji - polonofilów) - wspaniałe węgiersko-języczne dzieło ilustrowane setkami zdjęć i dokumentów, od ponad 20 lat oczekujące na wydanie i wydawcę.
  35. Roland Antoniewicz: A bolsevik gestapo szorításában I-II (W mackach bolszewickiego gestapo I-II - wspomnienia) - wspaniałe obszerne węgiersko-języczne dzieło ilustrowane tysiącami zdjęć i dokumentów, od ponad 20 lat oczekujące na wydanie i wydawcę.
  36. http://hu.metapedia.org/wiki/Elbert_J%C3%A1nos
  37. http://hu.metapedia.org/wiki/Karsai_Lucia

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki